poniedziałek, 22 grudnia 2014

5. Obsługa klienta

Z okazji zaplanowanego na jutro tête à tête z czerwoną francą poszłam się dziś ukuć do laboratorium (musimy najpierw się upewnić, że spotkanie to przeżyję).
Trafiłam na starszawą Panią Mamałygę, która w wyjątkowo opieszałym stylu obsługiwała Panią ciężarną przede mną. Zajęło to dobre 15 minut. 
Gdy w kooooońcuuuuu nadeszła moja kolej Pani Mamałyga zaczęła zbierać moje dane niczym dociekliwy policjant. Brakowało tylko by zapytała o datę ostatniej miesiączki i ostatniego wypróżnienia... A wszystko tylko do standardowej morfologii z rozmazem, wykonywanej prywatnie! W trakcie zbierania wywiadu Pani M. szukała kolejnych klawiszy na skomplikowanej klawiaturze komputera średnio 5 sek/literę, robiąc przy tym mnogą liczbę błędów. Po 10 minutach mozolnego wystukiwania w klawisze dojrzałam jakimś cudem żem zmieniła nazwisko na Głogowska! Proszę więc o poprawienie. Pani nie umie... Zaczynamy zabawę od nowa niestety, eh... 
W końcu (!!!!!!) przechodzimy do gabinetu zabiegowego. Po cichu mam nadzieję, że Pani Zabiegowa będzie znacznie bardziej biegła w toczeniu moich cennych płynów niż w pisaniu na klawiaturze. Pani narzeka, że takie to rękawiczki jej dają, natalkowane aż strach, całe spodnie ma biedna wybrudzone... Szkoda, że nie wpada na pomysł, że TAK wybrudzone, bo powinna po każdym zdjęciu tychże wstrętnych rękawiczek umyć jeszcze ręce...

Kilka miesięcy temu cały dzień dumałabym nad tym czy aby nie zgłosić jakości obsługi Pani Mamałygi do kierownictwa laboratorium, aby w bohaterski sposób zapobiec ogólnopolskiemu zakażeniu epidemiologicznemu. Dziś jakoś ma to dla mnie marginalne znaczenie, może jedynie z trochę zabawnym wydźwiękiem, by opisać zdarzenie jako ciekawostkę z mojego dość monotonnego, przy tej pogodzie, dnia...

Tylko wobec braku wyników, które miały być około 18.00 zaczynam się zastanawiać czy Pani Mamałyga nie popełniła w obsłudze mojej szanownej osoby kardynalnego błędu przyklejenia mi na kartoniku niewłaściwego numerku do pobrania wyników online...


5 komentarzy:

  1. Czy to laboratorium na dole? ... zgadliśmy?

    OdpowiedzUsuń
  2. Ta Pani to jakaś tragedia - wiem, bo niestety miałam szanowną nieprzyjemność korzystać... Najpierw Pani wypytała o wszystko, nawet dane moich rodziców - do badań???? Potem poprała nieumiejętnie krew (resztę ze strzykawki wrzuciła do śmietnika), po czym zorientowała się, że na drugiej stronie ma zapisane kolejne badania, a fiolek za mało i co... zaczęła grzebać w śmietniku, aby znaleźć moją strzykawkę (masakra). Porażka. Niestety, oznajmiła, że musi mnie jeszcze raz ukłuć, co dla niej jest problemem, a nie dla mnie zapewne. Narobiła siników, a do tego stwierdziła, po co kobiecie ciężarnej na ostatniej prostej tyle badań (???????)

    Będzie dobrze, Kochana! Jesteśmy z tobą - MiA.Jak

    OdpowiedzUsuń