czwartek, 31 grudnia 2015

216. 2016


Można by powiedzieć, żem specjalnie taką tytułowo-numeryczną koincydencję sprawiła,
lecz to nie prawda ;-)

Niech Was 2016 rozpieszcza
w każdej materii
a szczególnie tej upragnionej w głębi serca

Ściskam Was Czytacze!
Dziękuję za cały rok obecności
niezależnie od klimatu

Do siego!

wtorek, 29 grudnia 2015

215. Zagadka

Żona do męża:
- Ostatnio mnie zaniedbujesz. Kiedyś kupowałeś mi kwiaty i czekoladki, a teraz...
- Czy ty widziałaś, żeby wędkarz dokarmiał rybę, którą złowi?

żródło


 No właśnie....

Nie wiem jak to się stało... aleeeeee....
przegapiłam moment gdy stuknęło mi ćwierć miliona odwiedzeń  

DZIĘKUJĘ!!! 
biorąc pod uwagę ostatnie zaniedbywanie bloga, czuję, że nie zasługuję.... 

piątek, 25 grudnia 2015

piątek, 18 grudnia 2015

213. Kolejny krok...

...ku wolności robię!
W badaniu bez zmian typu meta ad ossam.

Czy potrzeba więcej słów...?
Jak to wybornie smakuje!!!!!!!!!!!!!!!!

A smakować będzie dziś nie tylko wygrana.
Świętuję dziś na pracowej kolacji Wigilijnej.
Rok temu szykując się z tej samej okazji, stanęłam przed dylematem pójścia łysą/w peruce lub sypiąc włosami niczym uschnięta na wiór choinka sypiąca igłami pod najlżejszym dotykiem palca.
Zdecydowałam, że chcę ostatni raz poczuć się na prawdę dobrze, patrząc w lustro.
Udało się.
Następnego dnia rano obudziłam się prawie bez włosów.
To się nazywa wyczucie czasu ;-)

I wiecie co? Tamten zeszłoroczny wieczór nie był ostatnim, w którym czułam się dobrze we własnej skórze.
Powiedziałabym... że nigdy nie czułam się bardziej pewna siebie niż teraz, po chorobie.
Jestem silna
piękna
nieskromna
i ZDROWA!


czwartek, 10 grudnia 2015

212. Siłaczka

I wiesz, bez ziół smakujesz mi,
Prorocze miewam sny,
Jak pies gdy śpi przy Tobie.
Więc chodź kopuła niebios drży,
Jak chleb smakujesz mi.
Ruszymy z posad bryłę świata.

I niech noc przykryje nas,
Jak końca świata świat,
W obawie przed świtaniem.




o zdrowie moje nie lękajcie się, drodzy Czytacze
jam w końcu siłaczką JEST ;-)
trzymam się życia pazurami
nie puszczam!

usg nie wypatrzyło
ni wznowy
ni nowego raka
jestem o krok bliżej
zawierzenia, że wygrałam
AMEN


środa, 9 grudnia 2015

211. Tendencyjny scenariusz

USG piersi czasem może być diagnostyką głowy
Taki rakowy paradoks
Rakowa codzienność

Miej się na baczności
Licho nie śpi!

o opis nękajcie mnie jutro
jeśli jeszcze ten temat siedzi w waszych myślach

w moich... nieustannie

a w przyszły piątek dla odmiany uczynię się radioaktywną
tak żebym nie umarła z nudów!



niedziela, 6 grudnia 2015

210. Odzyskać utracone

Zostałam poproszona o umieszczenie na blogu informacji o fajnym projekcie.
Więc umieszczam ;-)
z wielką przyjemnością :-)

http://www.naturalnypermanentny.pl/



sobota, 5 grudnia 2015

209. Wnerw dwulatki

Kradnę 5 minut dla siebie na kanapie. Przerwa na weekendowym etacie mamy.
Z pokoju Małej dochodzi rumor. Moje wprawne detektywistyczne ucho wychwytuje, że musi to być szamotanina podczas próby wyciągnięcia umyślonej właśnie zabawki z któregoś z kolorowych pudeł.
Cholela! cholelaaaa! cholela MAĆ!!! 
Rozbawione zdziwienie goni w mojej głowie szok:
"co?? jak??? kiedy????"

piątek, 4 grudnia 2015

208. Za późno

Czasem za długo się zastanawiam nad prostymi zachciankami zamiast je po prostu spełniać.
Ostatni rok nieco zmienił moją chłodną, kalkulującą naturę, ale wciąż nie na tyle by zdążyć się uchronić przed każdym przykrym zawodem...

fota pochodzi ze strony internetowej klubu Stodoła
a okazja była cudowna
20-lecie jednej z zacniejszych dla mnie płyt
szkooooda ;-(


niedziela, 29 listopada 2015

207. Poczytaj mi, Mamo...

źródło

Uwielbiam czytać. Odkąd pamiętam.
Czy zaszczepiła to we mnie Mama, która co wieczór niestrudzenie po raz setny czytała ulubioną historię o Euzebiuszu spod liścia łopianu?
Jestem przekonana, że miało to ogromny wpływ na moje umiłowanie książek. Dlatego powtarzam ten scenariusz z Moją Małą. I też to uwielbia :-) Cieszy mnie to niezmiernie.
Tymczasem odkrywam coś nowego, a zarazem tak bardzo przypominającego te stare dziecięce czasy. Literatura mówiona. Audiobooki.
Zachwyca mnie możliwość słuchania w momentach, w kórych czytanie byłoby kompletnie niemożliwe.
Podczas sprzątania, bezproduktywnego czasu szykowania rano do pracy, podczas marszu na peron gdzie znów spieszący tłum wtłoczy mnie to pociągu jak sardynkę do puszki.

Weekend kończymy niezbyt dobrze.
- Mamusiu, nie płacz...
- Nie płaczę, słonko, tylko wycieram nos...
- Mamusiu, czy ty masz katara?




środa, 25 listopada 2015

206. Fatalna rocznica

Rok temu
moje życie zawisło w próżni
fatalną mocą pojedynczego słowa

wtedy nie wierzyłam, że jeszcze uda mi się zaczerpnąć świeżego powietrza

a jednak
jestem świadkiem
a może raczej przedmiotem
wymodlonego cudu

dziękuję Wam
za każdą sekundę wsparcia
każdą pozytywną myśl w moim kierunku
każdą prośbę do Boga o moje zdrowie i życie


poniedziałek, 23 listopada 2015

205. Zima idzie

jak nic!
"ciągnie po rajtuzach" jak mawiał mój dawny szkolny kolega wzbudzając tym salwy śmiechu.
Dla mnie namacalną oznaką nadchodzącej zimy są właśnie zmarźnięte nogi i konieczność przywdziania cieplejszych butów.
Zeszłoroczne raczej już nie dadzą rady więc czeka mnie jutro nieznośna powinność.

A dziś bardzo sensualna piosenka...

niedziela, 22 listopada 2015

204. Eureka!

Musiałam już o tym kiedyś pisać, wybaczcie, że znów się powtarzam...
ale jestem w ciągłym, niegasnącym zauroczeniu jak wygląda życie "PO"...

Tu i teraz
nie od weekendu do weekendu
od wiosny do wiosny
od lepszej aury do piękniejszej...

TU I TERAZ
niezależnie od wszystkiego co leży na naszej drodze

 I Told You That We Could Fly
Cause We All Have Wings
But Some Of Us Don't Know Why 


odkrycie życia...

WIEM PO CO MI DANE BYŁY SKRZYDŁA
i nie zawaham się ich użyć ;-)

ta wersja chyba do mnie najbardziej przemawia...
a do Was?

środa, 11 listopada 2015

203. Czara przepełniona

Nie pamiętacie zapewne drobnej blondynki z marcowego posta o czwartym grzechu głównym... 
Ja pamiętam
widuję ją w okolicy
w sklepie
w kościele
ze śliczną równolatką mojej Córci

wczorajsze spotkanie na przystanku było szpilą w moje serce

drobna blondynka jest w drugiej ciąży
w ciąży, której pragnę jak powietrza
a w której nigdy nie będę
własną, nieodwracalną decyzją

Stan Agaty był już kroplą, która przepełniła czarę
tama pękła

wiem... nudzę
mało interesująca się stałam w tym swoim nudnym cierpieniu
co poradzę? taki mamy klimat

idę gotować zupę...
i miłego dnia Wam życzę
pomimo wszystko

poniedziałek, 9 listopada 2015

202. Ściga mnie

moja przeszłość od kilku dobrych dni, o czym już delikatnie wspomniałam TU

ściga wspomnieniem czasu kiedy wszystko było różowe, a życie stało przede mną otworem

ściga posyłajac mnie w miejsca wspomnień z najszczęśliwszego okresu mojego życia

budzi to we mnie jakąś melancholię i (znów) żal, że wiele spraw toczy się inaczej niż to sobie planowałam lub choćby nawet życzyłam.
Czuję, że zbliżam się do momentu gdy jedna kropla przepełni czarę moich zbiorniczków łzowych i wybuchnie niepohamowaną niagarą.
Gdyby nie fakt, że w moich żyłach nie płynie ni kropla babskich hormonów przysięgłabym, że to PMS :-/
Muszę pilnie zrobić jakieś przemeblowanie w mojej głowie. Przecież gdzieś tam musi być ta niedawno odkryta radość, że wciąż żyję! Chyba, że....... spłonęła od nękajacych mnie gorących menopauzalnych buchów, z którymi już nie wiem jak sobie radzić :-/

niedziela, 8 listopada 2015

201. 08.11.2013 godzina 13.15

Chwila największego cudu mojego życia.
Chwila spełnionego marzenia.
I Ty...

Niesamowita, najsłodsza nagroda po ogromnym maratonie bólu i strachu...

Skarbie, dziękuję Ci, że jesteś...
Nie zapomnę nigdy chwili gdy pierwszy raz wzięłam Cię w matczyne ramiona...
Malutkie gorące ciałko, spragnione miłości i bliskości...

I can't help...
falling in love with you...

czwartek, 5 listopada 2015

200. Welcome back

Życie znacznie zintensyfikowało obroty w związku z moim powrotem do pracy.
Poniedziałek zalał mnie ulewą emocji z pewną dozą nostalgii.
Ciężko wytłumaczyć to słowami.
W wielkim spłaszczeniu był to dla mnie jak powrót do przerwanej jakiś czas temu książki.
Jakby nic się nie wydarzyło.
A jednak zdarzyło się tak wiele...
Gdzieś w środku rezonował mi ten dysonans rozbijając mnie emocjonalnie.

We wtorek dostałam zaś nowe obowiązki więc zajęłam głowę czymś przyjemnie pożytecznym :-D

Wspominałam już, że w pracy otaczają mnie fajni ludzie, prawda???

taki surprise od greckiej koleżanki :-D


piątek, 30 października 2015

199. 30 października

Dwukrotnie ta data rozdarła mi serce

18 lat temu
w wejściowych drzwiach naszego domu moja Mama powiedziała: "Idusia... Ojciec nie żyje..."

Rok temu
rozmawiając przez telefon, patrzyłam przez kuchenne okno na nadchodzącą jesień
i wtedy...
moja dłoń wyczuła GO

Czy zadziwiającą dokładką do powyższego będzie fakt, że trzy lata temu trafiłam na bloga Joanny "Chustki"??

Są takie dziwne daty, surrealistycznie zaginające naszą czasoprzestrzeń
Dzieją się tego samego dnia lecz w innych latach

Mam kilka takich
TA jest przygniatająca swoją...
posępnością???

Macie takie daty??


wtorek, 27 października 2015

198. Runaway

Pisałam już kiedyś, że muzyka w jakiś tajemny sposób wpływa na obszary mojego mózgu odpowiedzialne za pamięć emocjonalną...

Poniższy kawałek bardzo kojarzy mi się z dzieciństwem.
Nie macie tak, że czasem chcielibyście wrócić do tych beztroskich czasów, kiedy największym problemem była zbliżająca się klasówka z fizyki?



niedziela, 25 października 2015

197. Ostatni oddech wolności

nabieram

ostatni tydzień razem tak intensywnie

Zaczynało się niespełna dwa lata temu
tak...


za chwilę kończy...



rak dał nam prawie rok bycia tak blisko
w gratisie
to bezsprzecznie największy walor mojego chorowania

moje życie wskakuje na stare znane tory
jest ekscytacja ;-)




piątek, 23 października 2015

196. Minusy dodatnie

bezjajnikowego stanu też są...
Poza oczywistym, które samo nasuwa się do głowy ;-)
Przed ciążą cierpiałam na dość częste migreny, które potrafiły zwalić mnie z nóg nawet na kilka dni. Z nadejściem najbłogosławniejszego z błogosławionych stanów skończyło się!
Okres karmienia piersią też był pod tym względem łaskawy.
Łaskawy do tego stopnia, że zdążyłam zapomnieć co znaczy pękająca z bólu głowa.
Do wczoraj.
Sama sobie się dziwiłam jak byłam w stanie znosić takie męki kilka razy w miesiącu i nie szukać pomocy lekarskiej.
Wczorajszy atak z pewnością nie był spowodowany cudownym wyrzutem upragnionych hormonów. Takie cuda to już raczej nie w tym życiu.
Mam jednak pewną otuchę w sobie, że ratując się przed chorobą poniosłam nie tylko straty.
W końcu czymś trzeba się pocieszać ;-)

środa, 21 października 2015

195. Z ogromnym zawodem donoszę

że cimifuga jest jednak ni mniej ni więcej ludowym wierzeniem

nie pomaga na zimne poty
(na gorące również nie)
nie pomaga na uderzenia gorąca
nie pomaga na czerwoną gębę w ataku (i moje głupie tłumaczenia, że wyglądam nagle jak burak, nie dlatego,  że kłamię/ wstydzę się/ denerwuję)
ni uczucie, że za chwilę eksploduję lub w najlepszym razie omdleję
nie reanimuje konającego libido
nie utula ramionami Morfeusza w bezsennie ciągnące się godziny nocne

słowem podsumowania...
nie spowalnia nawet o sekundę galopującej u mnie menopauzy

zaczynam wątpić, że cokolwiek przyniesie mi ulgę w tej nieustannie trwającej udręce

staram się
bardzo!
nie odbierać "zwykłym śmiertelnikom" prawa do posiadania własnych problemów,
ale w środku wrzę, gdy jakaś szczęśliwa posiadaczka czynnych jajników narzeka przy mnie...
jak to straaaaasznie mieć okres
jak to niesprawiedliwie, że dopada ją napięcie przedmiesiączkowe, zmienne nastroje, tkliwe piersi (ba!! nawet w liczbie mnogiej!!!)
jak to boli, jak to drażni, jakie to niewygodne...

naprawdę chciałabyś z tego wszystkiego zrezygnować?

Ja nie wątpię
Ja niestety wiem, że nie.

wtorek, 20 października 2015

194. Nadgorliwość czy panika

zmusiły mnie do potwierdzenia wyniku rtg badaniem usg?
Tak na prawdę ani jedno ani drugie. Zalecił to ortopeda aby potwierdzić ponad wszelką wątpliwość tak pożądany u pacjenta onkologicznego najzwyklejszy stan zapalny biodra.
Przyznaję jednak, że dopiero dzisiejszy wynik uspokoił mnie skutecznie i wyczerpująco.
Doigrałam się jednocześnie zakazu:
1. steperka
2. pływania innym stylem niż grzbietowy

no to klops!


poniedziałek, 19 października 2015

193. The Scar Project

BY DAVID JAY

Kilka dni temu, zupełnym przypadkiem trafiłam na dokument "Odsłonić blizny".
Dokument o raku piersi, który przydarza się młodym kobietom,
o bliznach jakie ryje na ciele i duszy ta choroba, ale również o tym jak wielką miłość do życia budzi w człowieku.
Uderzyło mnie, że mimo różnic kulturowych, społecznych, rasowych łączy nas, amazonki, ten sam sposób postrzegania rzeczywistości od momentu zachorowania.
Jakby ktoś wypowiedział myśli, które plączą się w mojej głowie...
Zaskakuje... że ktoś może czuć dokładnie jak ja, w kwestii, której myślałam że będę czuła inaczej...
Że moje blizny są dla mnie powodem do dumy z odniesionego zwyciestwa, a nie powodem do płaczu lub wstydu.

Polecam Wam Czytacze ten dokument.
BY DAVID JAY

BY DAVID JAY

BY DAVID JAY

BY DAVID JAY





środa, 14 października 2015

192. Liebster Blog Award :-)



Tak, tak! Zupełnie niespodziewanie Ania vel. Mały Psychopata nominowała mnie do LBA ;-)
Miłe to uczucie i wzruszające. Jeszcze raz dziękuję Aniu!

Czas więc odpowiedzieć na psychopatyczne pytanka...

1.Piszę blog, bo …  z wielu powodów... lubię pisać, uzależniłam się od pozytywnej energii czerpanej od Czytaczy, ale przede wszystkim chcę być świadectwem wygranej z rakiem lub gdyby Bóg chciał inaczej... przynajmniej świadectwem dzielnej walki z uśmiechem, mimo wszystko
2. Gdy miałaś naście lat Twoim guru i autorytetem  była/był …  hmmm... ciężkie pytanie... chyba mama?
3. Jak tamta fascynacja ma się do dziś, gdy masz dziesiąt lat? myślę, że pod wieloma aspektami jesteśmy do siebie bardzo podobne... a jednocześnie - w innych bardzo różne...
4. Z nieba spadło Ci 10 tyś. zł , ale możesz je wydać tylko na siebie. I co zrobisz? odkładam na czarną godzinę. Jestem strasznym chomikiem, jeśli chodzi o pieniądze, każdą złotówkę oglądam po stokroć przed wydaniem.
5. W codzienności nie mogłabym  obyć się bez … ciężko wyobrazić mi sobie dziś życie bez komórki
6. A na emeryturze to chciałabym …  cieszyć się licznymi i zdrowymi wnukami
7. Jak książka to z gatunku … najlepiej crime/ triller. Zawsze z ochotą Stephen King!
8. Czasem mi wstyd, ale do łez wzrusza mnie … widok pierwszego spotkania matki z nowo narodzonym dzieckiem. I właściwie chyba nie jest to dla mnie wstyd...
9. Są przedmioty, które kojarzą się z dzieciństwem. Dla mnie to … może nie jest to konkretny przedmiot, ale z dzieciństwem kojarzy mi się czytanie przed snem przez mamę
10. „Każdy ma jakiegoś bzika, każdy jakieś hobby ma..” Masz takiego bzika na jakimś (albo czyimś) punkcie? mam bzika na punkcie porządku i kontroli
11. Każdy ma jakiś talent. Ty masz w darze od natury … mam niebywałą intuicję do ludzi

Nie będzie chyba zaskoczeniem, że zaproszę do odpowiedzi na te same pytania:
Rybeńkę http://wymuszonyblog.blogspot.com/
Magdę http://simplyhomeabout.blogspot.com/
Anię http://kawabezcukruvlog.blogspot.com/
Bogusię http://www.beme.com.pl/
Anię http://bu-rak.blogspot.com/
Ostrą (Kochana, przepraszam, ale nie wiem jakie twe prawdziwe i imię) http://ostre-starcie.blogspot.com/p/co-na-to-rak.html
Anię http://marny-puch.blogspot.com/
Marysię http://oczekujac.pl/
Kornelę http://kornelaa.blogspot.co.uk/
Agatę http://qrkoko.pl/
Olgę http://zazie.com.pl/

poniedziałek, 12 października 2015

191. Nostalgiczna melodia

cicho brzmi gdzieś w mojej głowie od kilku dni.
Nie wiem czy obudziła ją we mnie nadchodząca jesień

czy...

wizyta (a raczej odjazd) przyjaciółki, która w ostatnim roku naszej znajomości wyryła się w moim sercu w sposób szczególny
jako opiekunka
pocieszycielka
modlitweny mur
prawdziwie bratnia dusza
którą miałam odwagę dopuścić do siebie nawet w najsłabszych chwilach mojej choroby
gdy nie było ani zabawnie, ani szampańsko, ani zbytnio ciekawie
po prostu...
na kanapie gdy nie było sił już na nic innego
w niezliczonych szpitalnych kolejkach aby zająć rozmową
jako kierowca gdy nie było głowy do prowadzenia auta

od kilku dni te chwile przewijają się w mojej głowie jak nieskończony film

może to dlatego, że wielkimi krokami zbliża się ta trudna data
kiedy całe moje życie stanęło w miejscu
i dopiero teraz, po roku powoli zaczyna znów ruszać w nieznaną drogę...

chcesz wsłuchać się w tą nostalgiczną melodię mojej duszy...?

wtorek, 6 października 2015

190. Nie wytrzymałam ciśnienia




i dałam mu upust





Łzy szczęścia i ulgi mają słodki smak.
Ciężko mi tylko zaakceptować fakt, że ten scenariusz będzie się powtarzał

over

and

over

and

over.....



niedziela, 4 października 2015

189. Co mnie łupie...w biodrze?

Umiem cierpliwie tłumaczyć Amazonce, że nie każdy ból kości oznacza rozsiew choroby
że dla zdrowia psychicznego
dla powrotu do upragnionego życia w NORMALNOŚCI
musi!
myśleć pozytywnie
co więcej mówię to z głęboką, wewnętrzną wiarą, że tak właśnie jest

dużo trudniej poskromić własne lęki
wyobraźnię podsycaną strachem
dobitnie uświadamiam sobie, że już nigdy nie będę wolna od tego strachu
że już zawsze...
trwający dwa tygodnie dziwny ból biodra pewnego dnia zacznie szeptać natrętnie do ucha
Meta
Meta
Meta
Meta
....

Nawet pomimo tego, że wiem, że ostatnio przesadziłam z ćwiczeniami, że nie powinnam bez rozgrzewki....
że pływanie klasycznym nie służy kręgosłupowi, szczególnie samoukowi, który za pewne robi mnóstwo błędów technicznych...

Tak bardzo chciałabym znów czuć się wolna!

sobota, 3 października 2015

188. Październik

jest miesiącem walki z rakiem piersi.
Paradoksalnie ja swojego znalazłam właśnie w październiku...

... a mogłam ziścić inny scenariusz

nie badać, nie dotykać, udawać, że temat mnie nie dotyczy
naiwnie wierzyć, że rak zdarza się tylko gdzieś daleko ode mnie
w najgorszym przypadku komuś znajomemu
ale na pewno nie mnie

Bynajmniej nie sprawiłoby to, że rak rosnący w mojej piersi zniknąłby
wręcz przeciwnie...

Mogłabym żyć spokojnym, nieświadomym życiem
szczęśliwa, że zdrowie mi dopisuje
być może po drodze urodziłabym drugą upragnioną córeczkę
ba! znów wykarmiła dumną, matczyną piersią
szczęśliwa jakimi łaskami obdarza mnie Bóg

nieświadome szczęście nie trwałoby jednak wieczność
po kilku kolejnych latach dostałabym diagnozę
nie raka z przerzutami do węzłów chłonnych
lecz raka z rozległym rozsiewem
do kości
do wątroby
do mózgu

a może jako gratis do mojej ukrytej mutacji również raka jajnika?

z możliwością leczenia paliatywnego
bez cienia szansy nawet na nadzieję

Jak Wam się to podoba?

życzę Wam aby żaden ze scenariuszy nigdy Was nie dotyczył
życzę Wam abyście nigdy nie zostali pacjentem onkologicznym

niestety fakty, mówiące o tym, że obecnie co czwarty Polak zachoruje na raka, druzgocąco pokazują, że nie dla każdego z moich Czytaczy moje życzenie zdrowia się ziści

kiedy Czytaczko zbadałaś sama swoje piersi?
kiedy zrobiłaś proste, bezbolesne usg?
pobrałaś cytologię...?
zbyt skomplikowane...?? droga do lekarza za kręta, za długa??

nie dajcie się podejść rakowi
przynajmniej tam, gdzie można działać profilaktyką
wcześnie wykryty rak piersi lub szyjki macicy jest w pełni wyleczalny

jeśli tylko chcesz żyć!

by Anuk

poniedziałek, 28 września 2015

187. Rozdarta jestem

Ano.
Rozwiał się mój niepokój, że nie znajdzie się już dla mnie miejsce w firmie, której pracowałam zanim urodziłam Córkę.
Nie tylko miejsce się znalazło lecz pojawiła się niespodziewanie również pilność mojej obecności na nowo tworzonym stanowisku.
Stąd porzucam etat całodobowej mamy.
Cześć mnie cieszy się bardzo z powrotu do starych, choć nowych obowiązków, otwierających się przede mną nowych wyzwań zawodowych. Wracam na stare, bardzo lubiane śmieci.
Z tarczą.
Zdrowa.
Niepokonana.
Silniejsza niż kiedykolwiek.

Lecz serce po cichu płacze, że kończy się coś wyjątkowego.
Czas, który nigdy już nie wróci.
I choć pierwsze lata mojego macierzyństwa w pamięci na zawsze już będą naznaczone widmem mojej choroby był to dla mnie prawdziwie piękny okres.
Wciąż ciężko pogodzić mi się ze świadomością, że nigdy się już nie zdarzy...



poniedziałek, 21 września 2015

186. Sportowe endorfinki



Jeszcze dwa miesiące temu idiotyczne wydawało mi się twierdzenie, że sport może dawać istotne poczucie przyjemności, porównywalne do spałaszowania tabliczki ulubionej czekolady.
A jednak! 
Endorfinki się wydzielają!
Endorfinki mają MOC!!!!! 
Potwierdzam prawdziwość tej dziwnej tezy.
Rower kochałam od bardzo dawna.
Pływanie pokochałam od nowa.
Zaczyna mnie wciągać stepowanie na stepperku ;-)
Tą przemianę należy zaliczyć do zdarzeń z gatunku cudów ;-)

Dorota, dziękuję za Twoją nieustępliwość we wmawianiu mi, że da mi to radość i zdrowie!! Umiesz mobilizować :-*

piątek, 18 września 2015

185. Dooooktoooorzeeee....

Czy to nieuleczalne???

A poza tym zaczynam się zastanawiać jak krótka stanie się moja doba gdy wrócę do pracy jeśli teraz jest o jakieś 10 godzin przymała... A ten czas nastąpi już prędzej niż planowałam ;-) ale o tym inną razą...

poniedziałek, 14 września 2015

184. Zagwozdka

Deliberuję czy mąka razowa nie nadaje się do ciasta drożdżowego
czy też...
powinnam wreszcie zaakceptować brak piekarniczego talentu

A to feler...


czwartek, 10 września 2015

183. Komunikacja



Można zmarznąć do szpiku kości. Ale czy można się zachwycać do szpiku kości?
Mnie zachwyca każdego dnia coraz to wyższy poziom naszej komunikacji. Możliwości jakie ze sobą niesie...

Budzimy się jak zwykle już w jednyn łóżku, w tej samej chwili. Moja mała Myszka wtula się we mnie i wita z promiennym uśmiechem. Nagle zauważa pewien szczegół w moim wygladzie i od razu werbalizuje:
- Łoooooł!!! Niowy pizian!!!!

Innym razem... Nocą budzi się z krzykiem w łóżeczku przytulonym do naszego małżeńskiego łoża:
-Boję się boję się!! Mamooooo!
Wyciągam ją szybko do nas. Przytulam mocno.
- oj juś dopś...
Tu wyczuwam szczyptę manipulacji... ;-)

poniedziałek, 7 września 2015

182. Nad czym płakało dziś niebo??

Może ze wzruszenia, że marzenia mogą się urzeczywistniać???
Przynajmniej czasem...

Jako, że usypiam na siedząco nie rozpisuję się. Za to wklejam dowody mojeg zwycięstwa i chwały ;-)



Jutro cały dzień przyjmuję kongraty!

środa, 2 września 2015

181. Supergirl

Pierwsze badania kontrolne za mną (reszta w przyszłym tygodniu).
Umawiając się na nie w maju byłam wciąż jeszcze najzwyklejszą w świecie kobietą, przynajmniej jeżeli chodziło o zawartość "kobiecych narządów".
Miły pan doktorek zdziwił się bardzo, kierując mnie na USG "dołu", że niewiele jest tam do oglądania... ale mimo to kazał zajrzeć. Podglądanie potwierdziło, że jestem bardzo! bardzo nudną! pacjentką i nic ciekawego ni zaskakującego w sobie nie kryję ;-)
Hispat jajników pokazał zaś, że rak zdążył chapsnąć jedynie pierś. Oficjalnie już cieszę się, że wyprzedziłam dziada o krok!
Choroba, z którą udało mi się wygrać, ale też odzyskanie kontroli w walce o moje życie sprawiło, że czuję się jak niepokonana SUPERGIRL! Fajne to uczucie.
Taaaaak, fajne....

przykro mi gdy uświadamiam sobie, że to nie zawsze się tak kończy. Buntuje się moje serce i umysł ;-(


180. To co dobre szybko się kończy

Oto jestem znów w domu. Miło było oderwać się od zwyklej rzeczywistości. Odpocząć od codziennych obowiązków. Spędzić czas z rodziną.
Ale jak już tytuł posta głosi... to co dobre szybko się kończy.
Wsiąkam na dobre w swoje domowe obowiązki. Odczuwam jakby syndrom gniazdowania. Ciąża wykluczona więc może to oddech jesieni na karku popycha mnie do tych przedziwnych przedzimowych porządków???

Tymczasem od jutra zaczynam kontrolne badania na onkologii. Jestem niesłychanie spokojna w odczuciu pewności, że będzie dobrze.
Niemniej (!!!!) dobre fluidy nie zaszkodzą ;-)

A na pożegnanie lata...

piątek, 21 sierpnia 2015

179. Wkręciłam się

w zamartwianie o niechybny obrzęk ręki. A przyznam, że jest to mój wielki straszak...
Mam w jednym miejscu taką ciepłą, zaczerwienioną skórę. Bezwzględny doktorek gugiel już wystawił mi diagnozę...

Tymczasem sanatoryjny czas zleciał mi jak z bicza strzelił. Jutro czekają mnie ostatnie zabiegi...
Mam kilka mocnych postanowień.
Dieta
Basen
Codzienna medytacja relaksacyjna

sobota, 15 sierpnia 2015

177. Ściany mają uszy

A w tym przypadku małe dziecięce uszka.
Wydaje ci się, że o sprawach "dorosłych" rozmawiasz tak by nie docierały do dziecięcych uszek, szczególnie gdy mowa o chorobie, śmierci...

Siedzimy na kanapie.
Ja, Ada, moja Sis i siedmioletni Mikołaj.
Nagle Miki stwierdza:
"ja muszę przytulić cioteczkę, bo ona jest chora"
Niezwłocznie zaprzeczam, przecież jestem już zdrowa!
"ciociu, to się dopiero okaże za trzy lata!"
Kurtyna.

wtorek, 11 sierpnia 2015

176. Hop hop!

Mój smartfon mnie dobija. W kółko odmawia współpracy w tworzeniu bloga. Czort jeden! Nie pomagają groźby ani prośby. Diabeł jeden nie daje mi wstawić żadnego zdjęcia od kilku dni. Zazdrosny czy cu????

A mi dnie mijają na intensywnej rehabilitacji. Głównie fizycznej. Na materacu, na podwieszkach, z kijem, w basenie.
Ale znalazł się też czas na sprawy głowy. Wciąż się uczę jak dobrze i zdrowo myśleć. Myślałam że będzie mi to już zbędne, a jednak każdego dnia coś udaje mi się wynieść z naszych amazońskich pogadanek.
A Wy jak znosicie upały?

sobota, 8 sierpnia 2015

175. Wiek Chrystusowy

osiągnęłam
Łapczywie pragnę więcej, bo bezgranicznie pokochałam życie takie jakie jest
Przeżywam każdą minutę i nie chcę już tracić czasu na nieważne pierdoły
Rak dał mi dystans
odpowiednią perspektywę
paradoksalnie... autentyczną radość życia
pomimo wszystko co złe, bolesne, trudne
Moim jedynym marzeniem stało się zdrowie moje i moich najbliższych i tylko tego mi życzcie ;-)

Dobry Boże pozwól mi jeszcze upajać się tym szczęściem wiele lat, bym mogła nauczyć Córcię jak kochać życie...

I muzycznie też będzie 
Pięknie! 





czwartek, 6 sierpnia 2015

wtorek, 4 sierpnia 2015

173. A miało być tak pięknie...

Nie pisałam, bo czasu brak...
Na miejscu, w piątek przywitała mnie bardzo niemiła niespodzianka. ZUS renegocjował sobie umowę ze szpitalem sanatoryjnym, w którym przebywam... W wyniku czego okazało się, że mój turnus odbywa się 10 km od Ciechocinka w ich oddziale zamiejscowym...
Szczęście w nieszczęściu, że spotkałam takich pracowników sanatorium, którzy poszli na pewne ustępstwa abym jak najwięcej mogła być z Adą...



w Ciechocinku...

czwartek, 30 lipca 2015

172. Jak dziewczyna







godzina słuszna, a ja wciąż nie do końca spakowana...
nie mam weny dzisiaj na pakowanie...
nie lubię też tej kołaczącej w głowie myśli czego zapomnę, bo wiem, że istotnie okaże się, że czegoś zapomniałam
z dwojga złego, zdecydowanie preferuję rozpakowywanie ;-)
a jak jest z Wami?

środa, 29 lipca 2015

171. Fryzjerska korekta

Powoli zmuszam się do ogarnięcia spraw przed piątkowym wyjazdem.

Jak przystało na sanatoryjną kuracjuszkę odwiedziłam też fryzjera co by zrobić się na bóstwo.
Będę miała rwanie jak nic!!!!! ;-)
Śmieszne to było "cięcie" trwające jakieś 3 minutki. Śmiałyśmy się z moją fryzjerką, że nawet cięciem nazywać się nie może, co najwyżej drobną korektą tego co wyrosło po chemii.
Nie ziściło się marzenie o rudych lokach.
Ale bardzo nie roz....paczam ;-)





sobota, 25 lipca 2015

170. Fatalnie

się czuję.
W te upały.
I bez jajników.

Nie tak miał wyglądać mój czas po wygranej z rakiem.
Nie tak...

Żywię urazę i pretensję. Tylko do kogo zaadresować?????

piątek, 24 lipca 2015

169. Optymalizacja kosztów według NFZetu

Będąc dziś na kontroli u radioterapeuty, przekazano mi smutną i kuriozalną informację, że decyzją NFZetu z końcem sierpnia oddział radiologiczny w Otwocku zostaje zamknięty.
W ocenie NFZetu Centrum Onkologii, gdzie na naświetlania czeka się przy dobrych wiatrach kilka tygodni, doskonale poradzi sobie z nagłym napływem setek pacjentów leczonych dotąd w Otwocku.
A tak na prawdę NFZet sra na pacjentów onkologicznych! Sra i w dupie ma, że koszt tej decyzji poniosą pacjenci.

Przykro mi, że żyję w takim kraju. Że łożę na ten kraj. Że jestem wyzyskiwana przez ten kraj.
A gdy jestem wyssana jak cytrynka i nie ma już ze mnie finansowej korzyści nadaję się już tylko do piachu. Ja i Wy.

Cały czas mam w pamięci wyraz twarzy Pani Doktor, która z rezygnacją i rozpaczą mówiła, że wielu jej pacjentów przypłaci to życiem ;-(

I to tak jeszcze w temacie... klik!



środa, 22 lipca 2015

168. Szaleństwo jest geniuszem



Anita chciała, Anita ma! Dziś o szaleństwie będzie ;-)

Nie jestem szalona. Pewnie wielu uznałoby mnie za beeeeeeeeeeeeeznadziejnie nudną!!!!

perfekcyjnie poukładana (w nocy o północy jestem w stanie powiedzieć gdzie znajduje się jakikolwiek przedmiot/dokument w naszym domu)
do bólu zaplanowana (mój Mąż zawsze powtarzał, że nie można zaplanować sobie przyszłości, a ja obsesyjnie próbowałam mu udowodnić, że mam rację. Dziś wiem, że nie miałam!)
totalnie niespontaniczna (najchętniej wyjście do znajomych czy wypad do kina wpisałabym w  kalendarz na trzy miesiące przed)

Okazuje się, że największym szaleństwem mojego życia było zachorowanie na raka, choć pewnym zaczątkiem szaleństwa było już wpędzenie się w przedwczesny poród.
Od tego czasu próbuję sama siebie przekonać do zmiany filozofii życiowej w tym zakresie...

bo...








wtorek, 21 lipca 2015

167. Zagadka z nagrodą

NO właśnie...



Zagadka polega na odgadnięciu skąd lubię pogapić się w niebo. I zapewniam, że podpowiedź znajduje się na zdjęciu!
Rodzina nie bierze udziału w zagadce!

Nagrodą jest wybór tematu następnego posta ;-)
gracie?

poniedziałek, 20 lipca 2015

166. Głupawka

Czasem pozwalam by głupawka zawładnęła nami nawet gdy czas jest spania.
Wygląda to mniej więcej tak...






by zakończyć się po 10 wyczerpujących minutkach tak...





niedziela, 19 lipca 2015

165. Bujaaaa!

Jak w temacie ;-)



a wszystko sprowadza się do tego, że wreszcie powolutku oswajamy nasz taras, który dwa lata był nieprzyjaznym pustkowiem na które nie było...
a) pomysłu (wspólnego, który satysfakcjonowałby nas oboje)
b) czasu (taaaa! dobra wymówka, nie?)
c) zapału (zapał nieustannie pakowany był w mieszkanie, potem dziecko...)
d) kasy (i tej wciąż nie ma, ale cudowny Teść złota ręka samodzielnie tworzy nam cudne donice, w których wkrótce zrobi się zielono)

żeby tak jeszcze piorun spalił do popiołów myjnię z naprzeciwka, do której hałasu nie umiem przywyknąć...


czwartek, 16 lipca 2015

164. W nawiązaniu do poprzedniego posta...

...przeszło mi przez myśl pewne wspomnienie, gdy lekarz na mojej drugiej onkologicznej wizycie drugiemu lekarzowi, wykonującemu usg (unicestwionej 5 miesięcy później) piersi, z lekkim zaskoczeniem opowiadał...
"Piotruś, a ty dasz wiarę, że to dziecko znalazło guza w czwartek i już w poniedziałek było u mnie?"
Wtedy dziwiłam się, że lekarz może być zaskoczony moim śmiertelnym przejęciem.
Im więcej słuchałam różnych opowieści onkologicznej treści, których bohaterkami były dość beztroskie niewiasty, tym bardziej jasne stawało się dla mnie zdumienie doktorów.

Coraz mniej chcą mnie widzieć prowadzący mnie onkolodzy.
Jak ja do tego przywyknę??? ;-)


środa, 15 lipca 2015

163. Będę tendencyjna

Nie zapominacie o regularnym pobieraniu cytologii?
Regularnie znaczy minimum raz do roku.
Od jakiś 15 lat ten punkt obowiązkowo wpisuję do mojego kalendarza.
Mimo iż mam już po dziurki w nosie lekarskich wizyt,
spędzania godzin w poczekalniach,
mimo, iż statystycznie rzecz biorąc większą szansę mam na drugiego raka piersi,
w tym roku NIE robię wyjątku.

Wy też nie róbcie. Żadnych wyjątków w tym zakresie!

Mury przychodni, w której prowadziłam ciążę obudziły dużo wspomnień. Z perspektywy aktualnej mojej sytuacji dość mocno bolesne. Wciąż oswajam ten natłok natrętnych myśli, licząc, że w końcu przestaną mnie dźgać jak rozżarzony pogrzebacz.
Albo idę spać o 21...

poniedziałek, 13 lipca 2015

162. Słaby dzień

przychodzi zazwyczaj z nienacka. Po prostu. Ot tak.
Fizycznie
psychicznie.
Pewno jedno zazębia się z drugim. Parszywe zębate koło co kręci się
Kręci się...
...




niedziela, 12 lipca 2015

161. Coś ty taka nadęta???

Podstawową upierdliwością cudownego zabiegu laparoskopii jest fakt, że trzeba nadmuchać pacjenta dwutlenkiem węgla, którego po zakończeniu dłubania w brzuchu nie da się do końca usunąć.
Przez następne dni gaz krąży pomiędzy przeróżnymi organami dając uczucie kolek w niespodziewanych lokalizacjach.
Podczas tej niekończącej się wędrówki musi się wchłonąć do jelit i zostać wydalony w sposób... hmmmm... bardzo naturalny ;-)
Wobec powyższego i słabego oddawania gazu we wspomniany sposób... czuję się jak w dziewiątym miesiącu ciąży, z brzuchem nadętym od dziwnego ciśnienia.
Marzę o porządnym... spompowaniu ;-)

i jeszcze o wyjęciu kłujących szwów z obolałego pępucha!

Posłuchajcie mojej propozycji. Od kilku dni chooooooodzi mi TO TO po głowie i wydaje mi się nieprawdopodobne, że mógłby nie spodobać się komukolwiek ;-)



piątek, 10 lipca 2015

160. Nie tak szybko!

Szykowałam się już do wyjścia dzisiaj.
Niestety tym razem narkoza nie okazała się takim pikusiem jak przy mastektomii i skutecznie przykuła mnie do szpitalnego łóżka na kolejną dobę.

Doktorek uspokoił, że jajniki wyglądały dobrze, choć oczywiście poszły jeszcze na hispat.

Leżę i rozmyślam w przerwach pomiędzy kolejnymi ucieczkami w sen.
Czy podjęłam słuszną decyzję?

czwartek, 9 lipca 2015

159. Dla Ciebie Kochanie



Czy w życiu nierzadko się zdarza, że grzebiemy jedne marzenia kosztem spełnienia innych...?

Córeczko, gdyby nie Ty, pewnie bym się nie zdecydowała na ten krok.
Odkąd Cię mam zmienił się cały mój świat.
Oddałabym wszystko dla Ciebie.
Porzucam pragnienie dziecka, siebie jako normalnej kobiety, bo moim największym marzeniem jest wychować Ciebie.
Chcę wierzyć, że nigdy nie będę musiała być dla Ciebie przykładem jak postąpić w takiej sytuacji.


środa, 8 lipca 2015

158. Welcome back!!

Zmuszona byłam stawić się z rana do szpitala, mimo, że mój pobyt polegał na zbijaniu bąków przez cały dzień, bo wszystkie badania wykonane były wcześniej... Oddałam się zatem czystej przyjemności wygrzewania na zielonym dachu szpitala. Gdyby nie fuck(t) że zrypałam coś na blogu z dodawaniem zdjęć i muzy ubarwiłabym post dokumentującym to zdjęciem. A tak... rybka! Łykam magiczną pastylkę, która ma wysłać mnie w czułe objecia bezmyślnego Morfeusza. Dobranoc Czytacze!

wtorek, 7 lipca 2015

157. Końskie zdrowie

Kolejny raz, odpowiadając na lekarski wywiad mam ochotę krzyknąć...
"Doktory!!!! jak sami widzicie, poza pieprzonym rakiem i felernym genem, jestem okazem końskiego zdrowia!"

Cztery miesiące od zakończenia agresywnej chemii szczycę się wynikami krwi jak u rosłego byczka.
No nie chce być inaczej! Znów mnie pokroją (choć tylko w przenośni, bo operacja będzie laparoskopowa), onkologiczni barbarzyńcy...

A wiecie dlaczego chirurg ma maseczkę na twarzy podczas operacji?
Żeby nie oblizywał skalpela!

Ha! uraczę mojego Doktorka tym żartem wprost ze stołu operacyjnego! Choć w nerwach może mi się zapomnieć...

poniedziałek, 6 lipca 2015

156. Znów edowo mi...

Wielkimi krokami zbliża się TEN dzień.
Oswajam każdą bolesną myśl. Trochę udaję, że jest to obok mnie... nie mnie dotyczy...
Robię po prostu dobrą minę do złej gry.
Jutro anestezjolog wypowie się ostatecznie czy daje zgodę na operację. Niestety nie spodziewam się cudu. Jeśli moje wyniki po przeczołganiu przez podwójną chemię były wystarczające do wykonania mastektomii jutro nie będzie zaskakującej niespodzianki w postaci fatalnego stanu krwi.

Całe moje wewnętrzne ja krzyczy do mnie by uciekać gdzie pieprz rośnie.
Raaaaaatuuuuuuujjjjjj się!!!!!!!!
Póki co pozostaję głucha... ale jak długo?? Starczy mi wytrwałości do czwartku??

Kilka dni temu zmuszona byłam wezwać straż miejską do psa pozostawionego w nagrzanym samochodzie. Telefonicznie obiecali niezwłoczną akcję ratunkową.
Jak idiotka uwierzyłam i pojechałam do domu.
Kilka dni później zapytałam strażnika tegoż parkingu jak zakończyła się ta historia.
Uśmiał się.
Przyjechali po 5 godzinach od wezwania.
Zapowiadam...
Następnym razem nie będę się patyczkować.
Wkurza mnie system!


piątek, 3 lipca 2015

155. Solą w oku...

...jest dla mnie ciągłe bywanie w "moim" szpitalu, który jest głównie szpitalem położniczym, posiadajacym jedynie oddział onkologii.
Każda ciężarna krzyczy na mnie swoim szczęśliwym brzuchem, że nigdy więcej dla mnie ten stan się nie ziści.



Gdy zaczynałam tam leczenie powiedziałam mężowi, że aby odczarować złe konotacje, które utrwaliły się w mojej głowie odnośnie Szpitala Świętej Rodziny, będę musiała urodzić tam dziecko by tym razem dla odmiany poczuć bezbrzeżne szczęście w tych murach.
Geny chciały, że już zawsze na widok Szpitala Madalińskiego żołądek będzie podchodził mi do gardła, serce będzie waliło jak oszalałe, a w głowie huczał głośnym echem strach.

czwartek, 2 lipca 2015

154. Jak skutecznie zrypać sobie humor?

Zapytać doktorka Gugla o samopoczucie po usunięciu jajników... (uwaga! działa tylko gdy w kalendarzu na ścianie wpisana jest na następny czwartek prewencyjna owariektomia!)

dla przykładu...

Po usunięciu jajników niemal u stu procent pacjentek – już w pierwszej lub drugiej dobie po zabiegu – występują ostre objawy (nazywane wypadowymi) związane z przekwitaniem: uderzenia gorąca, kołatanie serca, intensywne poty. Zmiany przebiegają tak gwałtownie, że wymagają szybkiej interwencji lekarskiej. Dlatego w krótkim czasie po operacji kobieta powinna otrzymać dużą dawkę estrogenów. Bez nich dalsze prawidłowe leczenie jest trudne.

(superowo, że dla mnie nawet malutka daweczka nie jest przewidziana!)

i inne gwoździki do trumny dobrego humoru...

Aby nie doszło do niedomagania innych narządów, np. serca, wątroby czy trzustki, kobieta – na indywidualnie dobranej terapii – powinna dotrwać do tzw. średniego wieku przekwitania, czyli do około 51. roku życia. Jeśli operacja była wykonana np. w 38. roku życia, to przez 13 lat warto przyjmować leki hormonalne. Bez takiego wsparcia starość nadchodzi wcześniej niż u rówieśniczek. Ale na tym nie kończą się kłopoty. U kobiety pozbawionej jajników o wiele wcześniej zaczyna się osteoporoza, wzrasta ryzyko wystąpienia zawału serca. Zegar biologiczny tyka szybciej – starzenie jest przyśpieszone o 10 lat. 

Następnie koniecznie należy z godzinkę poryczeć,
w międzyczasie pokrzykując domownikom, że w dupie ma się taką opcję
że wszystko się odwołuje
że lepsza chwila relatywnie normalnego życia, niż takie gówno, które mnie czeka...

;-(

Mam ogromne wątpliwości czy postępuję właściwie. W końcu to gra, w której wciąż miałam szansę wyciągnąć szczęśliwy, wolny od raka los.
Strach zmusił mnie by nie spróbować zagrać.
Być może zyskuję trochę życia... w głowie kołacze mi tylko pytanie czy nieistotny jest komfort tego życia?

Całe szczęście, że rzucenie się w wir dekorowania mieszkania (od pół roku nie mogłam się zebrać z powieszeniem ramek) skutecznie odwróciło moje myśli od fatalnego poranka.

Jutro idę się pokłuć, aby sprawdzić czy mój stan pozwoli na dokonanie swoistego harakiri.

środa, 1 lipca 2015

153. Ja Ida...



Kochany....
czy cztery lata temu niebo płakało nad nami, bo już znało naszą przyszłość...?

nie tego chciałam dla Ciebie, siebie, naszej wyśnionej Córeczki...
tego dnia wierzyłam, że nasze życie będzie pasmem szczęścia, morzem miłości i spełnionych marzeń
może to naiwne, może infantylne...
ale wciąż żyję nadzieją, że w słoju zebranych tego dnia groszówek


 jest TA, która zwróci nam utracone szczęście.


poniedziałek, 29 czerwca 2015

152. Mam farta

... do ludzi ;-)
Dzięki cudownemu zbiegowi okoliczności i działaniom przemiłej Pani ZUSowej dostałam zamianę sanatorium!!!

Pierwszą opcją był dolny Śląsk, a żeby było (nie)weselej... 29 października (do tego czasu to już sama bym się wyrehabilitowała ze trzy razy...)
Opcją teraźniejszą jest mój ukochany Ciechocinek... 31 lipca ;-)

Podkreślę, że była to operacja N I E  R E A L N A do zrealizowania, biorąc pod uwagę kompletny brak onkologicznych miejscówek zusowskich na ten rok.
Cudowny zbieg okoliczności polegał na tym, że w dniu, którym zadzwoniłam do ZUSu z błaganiem o Ciechocinek, przyszła rezygnacja jednej pacjentki z wyjazdu do Ciechocinka. 
Godzinę po moim telefonie...
Fart chciał, że trafiłam na przemiłą Kobitkę, która nie mając moich danych wydzwoniła wszystkie telefony, które do niej kierowano, aby w końcu mnie odnaleźć...

Chyba jednak mam trochę szczęścia w moim nieszczęściu ;-)


piątek, 26 czerwca 2015

czwartek, 25 czerwca 2015

150. Paradoks

Od kilku dni cieszę się znów matczyną samodzielnością.
Wydawało się to nieosiągalne przed operacją, a po operacji tym bardziej...

Nic nie zmieniło się w kwestii zaleceń prewencji obrzęku limfatycznego ręki.
Zakaz noszenia Małej jest jak najbardziej aktualny. Zmieniła się chyba jedynie moja niepoprawna wiara, że mnie to nie dotknie.
Mimo ignorowania zalecenia... w niektórych sytuacjach.
Zaczęłam wychodzić z założenia, że na obrzęk się nie umiera...
Pomartwię się o to jutro... albo jak ręka mi spuchnie jak u słonia.
Aby troszkę się wybielić powiem jedynie, że nigdy nie zaniedbuję masażu limfatycznego i ćwiczeń (najczęściej ;-))

Gdyby nie rak i fakt, że zdecydowałam się leczyć na zwolnieniu lekarskim pewnie 50% takich sytuacji ...

[leniwe poranki]

[wygłupy na kanapie (i nie tylko)]
* widzicie tego prosiaczka przez przeźrocze butelki??? ;-)

[wszędzie razem]

... umknęłoby mi w natłoku dnia codziennego.

czyli, że... dzięki ci, drogi raku!!!???
hmmmm...


środa, 24 czerwca 2015

149. Boberek

Co roku, gdy nadchodzi lato
z niecierpliwością czekam na pachnące słońcem warzywka
słodziutkie malinowe pomidory
żółtą fasolkę szparagową
pachnący kalafior
cukrową cebulkę
młode ziemniaczki
ale ponad wszystko....
BÓB!
najlepszy... młodziutki, zielony, twardy

miał być na dzisiejszy lunch
nie wytrzymałam wczoraj i znalazł się w moim żołądku o 22:00
ale nic straconego, dziś pożarłam kolejną paczkę ;-)
przyznaję!
jedzeniu oprzeć się nie umiem...


wtorek, 23 czerwca 2015

148. Finito

Skończyłam.
Nie mogę uwierzyć, że to już...
a jednak...

na moje pytanie sprzed dwóch miesięcy jakimi badaniami (PET, błagam o małego PETcika lub choćby scyntygrafię kości!) poszukiwać teraz ewentualnej wznowy lub przerzutów usłyszałam, że moim diagnostą jest teraz czas, który mam jak najlepiej wykorzystać, zamiast doszukiwać się najgorszego

z perspektywy czasu sama teraz widzę, że nie chcę wiedzieć czy to już koniec mojej wojny o życie
chcę wierzyć, że brak niepojących objawów jest dobrym znakiem


powoli godzę się też z ostatnią decyzją
chyba najtrudniejszą decyzją mojego życia
układam sobie wszystko w głowie
by dzień po nie było nieopanowanej histerii pod tytułem "coooooojjaaaazrooooobiłaaaaammmm!?"
dostaje dużo ciepłych słów, że jestem dzielna, że tak trzeba
z jednej strony pomagają mi one
z drugiej... rodzi się w sercu bunt, że dokąd nie staniesz przed takim wyborem, nie wiesz jak bardzo on ciąży
sercu
duszy
głowie
nie jest łatwo, ale niech diabeł przekona się, że nie rzucałam słów na wiatr grożąc, że zrobię wszystko by żyć


u Taty, 2011
Tato, dziś właśnie zobowiązuję Ciebie byś ogarniał dyskusję z Ojcem w mojej sprawie...

niedziela, 21 czerwca 2015

147. Dysonans

wielki odczuwam.
Pomiędzy myślą, która wciąż jeszcze się pojawia w mojej głowie, lecz tak na prawdę jedynie cieniem dawnego przekonania jest...
... że swiat leży u moich stóp
... że mogę z niego czerpać garściami
... że moje życie zależy głównie ode mnie...

a tym jak jest od kilku miesięcy...

Za tym uczuciem idzie
niedowierzanie
zdziwienie
złość
żal
rozpacz
smutek

Czy kiedyś to minie?
Czy kiedyś zapomnę?

I jeszcze... bunt... Dlaczego??????

sobota, 20 czerwca 2015

146. Brrrrrrr!

Dzisiejszy chłód rozdygotał drzemiącego we mnie zmarźlaka.
A może to skumulowane radioterapeutyczne zmęczenie daje o sobie znać w ten sposób?
Zastanawiam się też czy doskwierająca
mi od kilku dni bolesność stawów jest raczej wynikiem naświetlań czy może opóźnionym działaniem chemii...
Zdarzyło się Wam kiedyś iść po chleb do sklepu, a kupić masło i mleko?
Ja właśnie w ten sposób porozmawiałam z moją "świetlaną" Doktorką na temat...
1. basenu
2. masaży
3. pilności owariektomii
... podczas gdy chciałam poprosić o coś na bolące stawy...

A może chemia uszkodziła mi rozum????

Ps. Czy mam spostrzegawczych Czytaczy, którzy znaleźli nową stronę z kalendarium mojej walki? ;-)


piątek, 19 czerwca 2015

145. Ślady na piasku

I wcale dziś nie będzie o spontanicznym wypadzie nad morze...

Kiedyś ta opowieść bardzo mnie wzruszyła, pewnie niektórzy z Was ją znają.
Ale nawet jeśli tak... i tak warto ją znów przeczytać...


We śnie szedłem brzegiem morza z Panem
oglądając na ekranie nieba całą przeszłość mego życia.
Po każdym z minionych dni zostawały na piasku
dwa ślady mój i Pana.
Czasem jednak widziałem tylko jeden ślad
odciśnięty w najcięższych dniach mego życia.
I rzekłem:
“Panie postanowiłem iść zawsze z Tobą
przyrzekłeś być zawsze ze mną ;
czemu zatem zostawiłeś mnie samego
wtedy, gdy mi było tak ciężko ?”
Odrzekł Pan:
“Wiesz synu, że Cię kocham
i nigdy Cię nie opuściłem.
W te dni, gdy widziałeś jeden tylko ślad
ja niosłem Ciebie na moich ramionach.”


Czy to uczucie samotności w chorobie jest wobec tego tylko złudzeniem?


wtorek, 16 czerwca 2015

144. Piłka w grze

Zwizytowałam Pana Ordynatora celem uzyskania informacji jak wygląda procedura kolejnego samookaleczenia, do rozważania którego zmusił mnie rak.
Spodziewałam się długiej procedury sprawdzania mojej poczytalności, a w najgorszym razie chociaż kolejki, która da mi czas...

(by się rozmyślić....?)
(...by zagrać za kilka lat z losem w rosyjską ruletkę o drugie dziecko....?)

- Jeśli jest pani zdecydowana. Wpisuję do zeszytu operacji i wsio! to co? piłka w grze?

Inny lekarz, szanowany profesor przestrzegał by nie podejmować decyzji pod wpływem strachu.
Zastanawiam się czy to w ogóle możliwe.
Cóż innego, jeśli nie strach o własne życie mógłby zmusić trzydziestoletnią kobietę do takiego kroku???
I czy kiedyś można być pewnym tej decyzji?

Piłka w grze...
następne starcie 9 lipca

owariektomia
brzmi łagodnie i niewinnie, wręcz poetycko
czemu więc rozlało pod moimi powiekami wiadra łez?
uczucie jakbym traciła resztkę siebie? jakbym traciła niepoczęte nawet dziecko? dziecko, na które nawet mogłam nigdy nie mieć szansy, po przeczołganiu przez dwie chemie na raz...

dokąd wszystko pozostawało w sferze planów było relatywnie łatwe do zniesienia
dziś, kiedy znam datę
nic nie jest już proste
grzebię nadzieje na swoje szczęście
choć celem jest przecież życie...
pokręcone to strasznie

Za wszelką cenę staram się wyryć w sobie słowa Pani genetyk...
"nie sztuką jest urodzić dziecko, sztuką jest je wychować..."

niedziela, 14 czerwca 2015

143. Konwersacja o włosach

Do mojego szescioipól latka przychodzi koleżanka.
Komplementuję jej piękne blond pukle...
- dziękuję Pani! Są aż do pasa! A Pani...????
- a ja obcięłam na krótko!
- Nie! Ja wiem dlaczego! Pani ma raka!
W małym szoku zbieram szczękę z trawy, a z huśtawki mój Chrześniak zrezygnowanym tonem komentuje...
- i niepotrzebnie ci mówiłem, bo to jest bardzo smutne i tragiczne...
Kurtyna.



sobota, 13 czerwca 2015

142. Klęska

Kolejny raz poległam z postanowieniem niejedzenia słodyczy.
Pół wieczoru robiłam wszystko by nie ćwiczyć (abstrahując od tego, że istotnie miałam sporo do zrobienia), a mega wielka czekolada Oreo w duecie z gorącą herbatką baaaardzo mi w tym pomogła.
Mam poczucie klęski
i winy

 lepiej pomyślę o tym jutro....

A dzień był przyjemny...