czwartek, 20 kwietnia 2017

277. I'm in love...

No niech mnie...
choćbym miała się zapożyczyć
wydać ostatnie pieniądze
okraść kogoś ;-)

muszę usłyszeć na żywo
moją absolutną muzyczną miłość...

czy ktoś z moich Czytaczy ma siłę/ kontakty/ pieniądze
aby ściągnąć Eda do Polski???

środa, 19 kwietnia 2017

276. Fałszywiec

Jestem po pierwszym dopełnianiu mojego ekspandera.
Choć jest namiastką jedynej piersi jaką posiadam...
nie lubię dziada
no źle udaje

po prostu.

ale gdy jest niefajnie
przynajmniej można mieć pewność, że może być tylko lepiej ;-)

dziewczyny... nie narzekajcie na swoje piersi...
czy nie jest cudowne, że po prostu są??????

ja uczciwie ostrzegam....
już wczoraj przyznałam się bliskiej duszy, że mam zapędy na przegryzanie tętnic szyjnych za błache narzekania...
uczciwie ostrzegam!

no a teraz zapraszam do zakochania....


I could fall or I could fly
Here in your aeroplane
I could live, I could die
Hanging on the words you say
I've been known to give my all
And jumping in harder than
10,000 rocks on the lake

wtorek, 18 kwietnia 2017

275. Zemdlało mi morale

a może to normalny objaw zakończonej przydługiej, męczącej psychicznie walki...?
syndrom wyzutej gumy?? zdecydowanie powinien być wprowadzony do lekarskiej terminologii.

źródło: http://stuffershack.com/modern-morale-ity/


Operacja udała się, oddaję się dość niemiłej i upierdliwej rekonwalescencji, podczas której czasami żałuję żem nie wycięła wszystkiego w cholerę zamiast bawić się w jednoczasową rekonstrukcję.
Podkreślam jednak stanowczo słowo "czasami"...

Pod koniec tygodnia wracam do pracy, a w tak zwanym międzyczasie rozkoszuję się nowymi odsłonami Eda...

sobota, 25 marca 2017

274. Zgłaszam się jako żywa...

choć moje drugie imię to znów cierpienie...
Nadejdą jednak znów moje złote dni!

Znacie już Piotra....?
Cudny reto-facet 😉

środa, 22 marca 2017

273. Bądźcie ze mną myślami jutro



Proszę o gorącą modliwę i mocne kciuki
ważny dzień nadchodzi jutro... KLIK

A międzyczasie zapraszam na dawkę dobrej muzyki przy kawce ;-)
i tak...dobrze się domyślacie... wciąż kocham beznadziejną milością Eda Sheerana...
po ostatniej płycie chyba nawet bardziej ;-)

sobota, 11 marca 2017

272. Wait for me to come home



Kilka dni temu obiecałam w odpowiedzi na Wasze komentarze odezwać się, mimo, że już tygodniami nosiłam się z myślą o oficjalnym zakończeniu bloga.

Blog od samego początku tworzyłam wokół swojej choroby, leczenia i w końcu zdrowienia i chyba naturalnym etapem była też śmierć mojego pisania wraz z końcem choroby. Stałam się, tak jak nieśmiało marzyłam ponad dwa lata temu, dowodem wygranej walki i umiłowania życia ponad wszystko.

Co ważne ten medal miał dwie strony - oprócz dawania Wam siebie pisaniem, wiele czerpałam od Was - dobrej energii, ciepła, sympatii... Modlitwy która została wysłuchana. Bardzo Wam za to dziękuję...

Dzięki blogowi nawiązałam wiele cennych relacji
Zyskałam kogoś ważnego memu sercu, osobę która rozumie mniej jak nikt inny, ponieważ sama przeszła ten koszmar. Jesteśmy sobie wsparciem w każdej sytuacji i wiem, że możemy na siebie liczyć choćby nie wiem co się działo....

Dostaję od Was sygnały, że wciąż ciekawi Was co się u mnie dzieje.
I dzieje się dobrze...
Nie zawsze jest łatwo, ponieważ wciąż strach czai się gdzieś za rogiem i nie pozwala zapomnieć, że choroba w każdej chwili może powrócić
Również podjęte przeze mnie decyzje mają swoją cenę i konsekwencje...
Mam jednak to czego pragnęłam najbardziej - żyję i wychowuję swoją ukochaną Córcię. Wierzę, głęboko wierzę, że jestem zdrowa.
Za kilkanaście dni stawiam kropkę nad i swojej walki z rakiem - usuwam drugą, zdrową pierś, aby koszmar sprzed niespełna trzech lat stał się jedynie niemiłym wspomnieniem i więcej się nam nie zdarzył.
Wciąż wierzę, że dopóki walczysz - jesteś zwycięzcą....