środa, 7 stycznia 2015

20. Wirus niepowikłany

Melduję, żem żywa. Wirus się nie powikłał, póki co. Tylko dlaczemu tak męczy ten kaszel!?
Jutro odpoczywam w samotni, Córcia znów jedzie do dziadków. Mam nadzieję nabrać zdrowia i wigoru jak nowo narodzona, bo dziś głowa wściekle boleśnie woła o uwagę...

***

Jestem prawdziwe zaskoczona liczbą odwiedzających! Prawdziwie pozytywnie!!!! Zaczynam się zastanawiać czy to aby licznik nie zwariował albo się popsuł...
Dziękuję!!! To bardzo, baaaardzoooo przyjemne wiedzieć, że wracacie do mnie. I bardzom ciekawa powodów takiego stanu rzeczy...

- Zobacz Ada, 5000 odwiedzeń!!!
- No co ty, mamo, nie wierzę!!! Daj, sprawdzę!!! 


Do zobaczenia, do poczytania, do potowarzyszenia Czytacze!!!!

wtorek, 6 stycznia 2015

19. ahu ahu... i do piachu!


jutro chyba znów zwizytuję internistę, bo mój kaszel nie odpuszcza. Powoli tracę nadzieję, że dostanę tą chemię w terminie (zaplanowana na 14 stycznia)...
a może poślecie mi tajemne moce leczące wirusy??? przyjmę każdą ilość dobrej energii!


poniedziałek, 5 stycznia 2015

18. "A gdyby tak oszukać czas..."

Mam bardzo czułą pamięć muzyczną.
I nie, absolutnie nie chodzi mi o fenomenalną zdolność powtórzenia na pianinie czy innym instrumencie dopiero co zasłyszanej melodii.
Być może... w moim mózgu na pewnym etapie rozwoju nawiązały się niepospolite połączenia pomiędzy neuronami odpowiedzialnymi za odbiór nadawanej melodii, a tymi, które generują emocje i myśli w tym samym momencie.

Pod koniec marca, u Wojowniczej raz za razem zachwycałam się utworem z wyjątkowym klimatem...






Mając na uwadze przeżycia autorki (wyjątkowej Amazonki walczącej z przerzutami) odebrałam wtedy ten duet mocno melancholijnie. Jednocześnie odczułam przeogromną wdzięczność, że jestem zdrowa, mam malutką (pięciomiesięczną wówczas) Córcię, że żyję bez lęku o każdy następny dzień, jak Ksena...

Wczoraj gdy usłyszałam Marcelinę i Piotra poczułam autentyczne Z A G I Ę C I E
C Z A S O P R Z E S T R Z E N I. W jednej chwili znalazłam się cząstką siebie w tamtym wiosennym, pięknym dniu... z uczuciem ulgi (STOP!), które momentalnie przerodziło się w świadomość jak bardzo nieaktualne są już dla mnie tamte emocje.

Że DZIŚ i TERAZ jest jak lata świetlne od marca ubiegłego roku

DZIŚ i TERAZ jest już innym światem

czas SPRZED raka, choćbym nie wiem jak bardzo chciała go przywołać, nie wróci już nigdy...

Moje pogodzenie z sytuacją pęka jak bańka mydlana.

Zaprawdę powiadam Wam... cieszcie się każdą spokojną chwilą jaka jest Wam dana. Nie znacie dnia i godziny gdy ktoś w jednej sekundzie zabierze Wam życie, które uważaliście za stałe i nienaruszalne.

niedziela, 4 stycznia 2015

17. Masz wiadomość!

Niesamowity jest potencjał internetu, poczty elektronicznej, możliwość komunikacji z Wami via blog, przekazania moich przeżyć i myśli do tak wielkiego grona ludzi, również nieznanych mi osobiście.
Jednak autentyczny dreszcz emocji wzudza we mnie prawdziwy, namacalny papierowy list w dłoni... Może jest to kwestia niecodziennosci tego typu korespondencji, może jej namacalnego jestestestwa, świadomość, że chwilę wcześniej była w dłoniach autora... a czego nie są w stanie dać litery na komputerowym ekranie.

Wczoraj znalazłam w skrzynce miłą niespodziankę. Autentyczną kartę świąteczną od najmłodszego brata wujecznego (nota bene czteroletniego)
To było bardzooooo przyjemne! Jeszcze raz dziękujemy!!!




sobota, 3 stycznia 2015

16. Zatańcz ze mną Skarbie!

Aż nogi rwą się do tańca...

...chodź zatańczymy!!!!





















Zastanawialiście się kiedyś ile kataru może wyprodukować jeden wcale niewielki nos??? Zadziwiające są te ilości!!! Moje zatoki wciąż upierają się aby płynąć Niagarą. Mam nadzieję, że po sterydzie wrócą do poprawnej łączności z rozumem, abyśmy mogli terminowo naszprycować się czerwoną trucizną!

piątek, 2 stycznia 2015

15. Babcia figlara

Czy wspominałam już, że po wyłysieniu pojawia się okropne uczucie chłodu w czerep?
Wciąż zastanawia mnie jak znoszą ten feler łysi mężczyźni i jak się do tego przyzwyczajają.
Mnie nieustannie to deprymuje. Szybko stało się dla mnie jasne, że o tej porze roku nie idzie zupełnie świecić łysiną. W ciągu dnia mam kilka opcji ocieplenia zmarzniętej czaszki (od chusteczek, przez turbany, do masochistycznej rozrywki z peruką), zupełnie odrębnym tematem jest tu kwestia, że generalnie ciężko idzie mi wytrzymać w jakimkolwiek nakryciu głowy dłużej niż godzinkę.
W nocy natomiast nie miałam żadnej alternatywy do "dziennych" rozwiązań.
Próbowałam otulać głowę kocykiem, układać na wezgłowiu dodatkową poduszkę, wiązać bawełnianą cienką chusteczkę. Niestety żadna z metod nie była na tyle komfortowe by w spokoju przespać noc. Przeszukałam nawet internet za szlafmycami, z zaskoczeniem odkrywając, że są dostępne tylko męskie (cóż za szowinizm!).
W końcu moja kochana babcia wymyśliła, że uszyje mi sama czapeczkę do spania.
Jakie było moje zdziwienie, okraszone salwą śmiechu, gdy w sylwestra dopiero odkryłam jeden jedyny, malutki napis z tyłu czapeczki...

Moja Mama skomentowała ten szokujący fakt: "motto na Nowy Rok", ale Babcia FIGLARA(!!!!!) zarzeka się, że był to uczynek zupełnie nieświadomy :)







***

Odwiedziłam dziś CO w Warszawie celem ustalenia czy mój rak zapisany jest mi do grobowej deski w genach. Wynik już za TRZY... miesiące...
Polecam się modlitwom i ciepłym myślom, aby moja druga pierś i szanowne jajniki mogły za te trzy miesiące odetchnąć ulgą.

czwartek, 1 stycznia 2015

14. Noworocznie


Mam wrażenie, że mogę się dołączyć do tych życzeń :-)

***

Powolutku dochodzę do siebie. Katar i kaszel wciąż mnie poniewierają, ale zeszło ze mnie przynajmniej to straszliwe osłabienie. I wreszcie znów wraca sen. A we śnie krwinki mnożą się i mnożąąąąą...