czwartek, 7 maja 2015
119. Łupie mnie w kręgosłupie!
Może przyczyną było porwanie się na raptem 1,5 kilometrowy spacer...
A może próby wzięcia Córci na ręce z pomocą jednej ręki i jednego biodra...
Czort jeden wie...
Kontynuuję walkę z moją łapą. Paskudna...nie chce współpracować i dać się na nowo oswoić. Do tego bezczelnie odmawia powrotu do należytej ruchomości.
Chyba ucieknę się do szantażu amputacją...
Myślicie, że pomoże??
środa, 6 maja 2015
118. I'm lovin'it....

... a co...?
Dzisiejszy hispat, potwierdzający całkowitą remisję!!!!
Zero
Zero
Zero...
komórek nowotworowych
Jak to jest być świadkiem cudu...?
;-)
bossski Justin śpiewa z zachwytu!!!
Ps. W związku z powyższym cholerna Astra Zeneca podziękowała mi za udział w badaniu z użyciem olaparibu.
Ich strata!
wtorek, 5 maja 2015
117. Musisz się trzymać!... Gówno prawda!!! Nic nie MUSZĘ!
Rybeńka, z którą nawzajem się podglądamy ;) wrzuciła wczoraj na swojego bloga wypowiedź księdza Kaczkowskiego.
Nie wiem czy mądrą czy nie, nie mnie to oceniać.
Wiem jedno... ta wypowiedź jest absolutnie wyrwana z mojego umysłu i serca. Zgadzam się z każdym słowem księdza Jana w tym temacie.
Pragnęłabym, aby każdy zdrowy usłyszał od ciężko chorego jak właściwie rozmawiać z chorym.
I umiał to przenieść w życiowe sytuacje.
Amen.
Od poniedziałku zaczynam rehabilitację w COI.
Istnieje podejrzenie, że przeforsowałam się ćwiczeniami, stąd moje znaczne pogorszenie formy...
...i treści ;-)
zapowiada się pot i łzy...
Nie wiem czy mądrą czy nie, nie mnie to oceniać.
Wiem jedno... ta wypowiedź jest absolutnie wyrwana z mojego umysłu i serca. Zgadzam się z każdym słowem księdza Jana w tym temacie.
Pragnęłabym, aby każdy zdrowy usłyszał od ciężko chorego jak właściwie rozmawiać z chorym.
I umiał to przenieść w życiowe sytuacje.
Amen.
Od poniedziałku zaczynam rehabilitację w COI.
Istnieje podejrzenie, że przeforsowałam się ćwiczeniami, stąd moje znaczne pogorszenie formy...
...i treści ;-)
zapowiada się pot i łzy...
poniedziałek, 4 maja 2015
116. Jestem wolna!
- czy TO będzie bolało? - pytam z lekką obawą podczas gdy Pani Kasia zwana opatrunkową rozszywa mój dren...
- hmmmm... A teraz coś boli?
- na razie nic nie czuję
- to dobrze, bo już prawie go wyjęłam!!
Pani Kasia, troskliwą opieką na oddziale chirurgii onkologicznej, rehabilituje się po tym jak kilka tygodni temu pobierając krew do przedoperacyjnej analizy zrobiła mi siniaka ;-)
Niestety ruchomość mojej ręki pogarsza się dosłownie z każdą godziną :-S nasila się za to ból, sztywność, szczypanie, swędzenie, palenie...
Mam nadzieję, że jutro rehabilitantka rozwieje moje obawy co do tego beznadziejnego stanu i orzeknie że to całkiem normalne...
- hmmmm... A teraz coś boli?
- na razie nic nie czuję
- to dobrze, bo już prawie go wyjęłam!!
Pani Kasia, troskliwą opieką na oddziale chirurgii onkologicznej, rehabilituje się po tym jak kilka tygodni temu pobierając krew do przedoperacyjnej analizy zrobiła mi siniaka ;-)
Niestety ruchomość mojej ręki pogarsza się dosłownie z każdą godziną :-S nasila się za to ból, sztywność, szczypanie, swędzenie, palenie...
Mam nadzieję, że jutro rehabilitantka rozwieje moje obawy co do tego beznadziejnego stanu i orzeknie że to całkiem normalne...
niedziela, 3 maja 2015
115. Rozdwojenie jaźni
Ktoś zakręcił mój limfatyczny kranik!!!
Myślałam, że polegać to będzie na powolnym zmniejszaniu ilości, a tu taka niespodzianka! :-D
Poza tym odczuwam silne rozdwojenie jaźni.
Chciałabym teleportować się w czasie
tak gdzieś ze trzy lata w przyszłość
i mieć pewność, że padalca już nie ma
Oddychać bez tego głazu na piersi
I cieszyć każdą chwilą bez natarczywej myśli, że już jest po mnie
Z drugiej strony jeśli miałoby się okazać, że to nie koniec mojego stracia
Że to była jedynie pierwsza, najłatwiejsza runda...
Chcę na zawsze zostać tu i teraz
Z głazem na piersi i natarczywymi myślami
Ale jednak z nadzieją...
Myślałam, że polegać to będzie na powolnym zmniejszaniu ilości, a tu taka niespodzianka! :-D
Poza tym odczuwam silne rozdwojenie jaźni.
Chciałabym teleportować się w czasie
tak gdzieś ze trzy lata w przyszłość
i mieć pewność, że padalca już nie ma
Oddychać bez tego głazu na piersi
I cieszyć każdą chwilą bez natarczywej myśli, że już jest po mnie
Z drugiej strony jeśli miałoby się okazać, że to nie koniec mojego stracia
Że to była jedynie pierwsza, najłatwiejsza runda...
Chcę na zawsze zostać tu i teraz
Z głazem na piersi i natarczywymi myślami
Ale jednak z nadzieją...
sobota, 2 maja 2015
114. Mieć sraka
Dowiadujesz się, dostając obuchem w łeb.
Płaczesz dużo i bardzo mokro...
rozpaczając nad utraconym życiem
nad złamanymi marzeniami
zawiedzionymi planami
Przeszłością
Teraźniejszością
Kończącą się rychło przyszłością
W końcu przychodzi moment opamiętania
Tak nie można
Muszę walczyć
Opanować emocje
strach
Nie dać się pokonać
Z nowymi siłami stajesz do walki choć wiesz, że twoim przeciwnikiem jest podstępna szuja, która nie przestrzega żadnych zasad
Odkrywasz w sobie pokłady nadziei, energii, sił
Korzystasz z nich do dna
Wszyscy w okół dziwią się skąd masz tyle sił, tyle odwagi by nie zwariować...
Dopingują "walcz, nie poddawaj się! " wiec wciąż walczysz!
Coraz częściej zaczynasz jednak dostrzegać w lustrze pęknięcia w tej uśmiechniętej masce bohatera...
W szczelinach pęknięć widzisz..
Ból
Żal
Złość
Poczucie niesprawiedliwości
Zazdrość
I oczy ziejące nieprzytomnym strachem
Dziwisz się...
Jak ludzie mogą tego nie zauważać?
Dlaczego wmawiają ci, że jesteś nieustraszona, niepokonana, że dasz radę
Często sama wierzysz w to całą sobą...
Mimo wszystko starasz się przeć do przodu
Jak taran
Ale tak na prawdę wesz, że robisz to bo nie masz po prostu innego wyjścia
Wepchniąto cię na drogę, która jest jednokierunkowa i nie ma z niej odwrotu
I czasem tylko, w momencie słabości,
ten sam nieprzytomny strach toczy ci pod powieką jedną jedyną łzę
o smaku żalu
kolorze złości
bolesnym dźwięku
że nic nie jest jak przed chwilą
Łza oszustka
wcale nie jest samotnym wentylkiem, który przyniesie ci ulgę w cierpieniu
Ma całe morze
Ocean
Wodospad
słonych sióstr
I już nie umiesz ich powstrzymać przed rozlaniem z głośnym zawodzeniem...
Zalaniem twojego złamanego świata
Zatopieniem tratwy na której dryfujesz
a która jeszcze przed chwilą wydawała ci się niezatapialnym statkiem
Od jutra znów wsiadasz na tą karuzelę
Chcąc nie chcąc
Musisz...
Po prostu nie masz wyjścia
Nie ma żadnego znaczenia że tak na prawdę jesteś kłębkiem strachu
a twój spokój to jedynie przywdziana maska
by życie wciąż przypominało stary dobry porządek
życie zgubione gdzieś wczoraj...
Płaczesz dużo i bardzo mokro...
rozpaczając nad utraconym życiem
nad złamanymi marzeniami
zawiedzionymi planami
Przeszłością
Teraźniejszością
Kończącą się rychło przyszłością
W końcu przychodzi moment opamiętania
Tak nie można
Muszę walczyć
Opanować emocje
strach
Nie dać się pokonać
Z nowymi siłami stajesz do walki choć wiesz, że twoim przeciwnikiem jest podstępna szuja, która nie przestrzega żadnych zasad
Odkrywasz w sobie pokłady nadziei, energii, sił
Korzystasz z nich do dna
Wszyscy w okół dziwią się skąd masz tyle sił, tyle odwagi by nie zwariować...
Dopingują "walcz, nie poddawaj się! " wiec wciąż walczysz!
Coraz częściej zaczynasz jednak dostrzegać w lustrze pęknięcia w tej uśmiechniętej masce bohatera...
W szczelinach pęknięć widzisz..
Ból
Żal
Złość
Poczucie niesprawiedliwości
Zazdrość
I oczy ziejące nieprzytomnym strachem
Dziwisz się...
Jak ludzie mogą tego nie zauważać?
Dlaczego wmawiają ci, że jesteś nieustraszona, niepokonana, że dasz radę
Często sama wierzysz w to całą sobą...
Mimo wszystko starasz się przeć do przodu
Jak taran
Ale tak na prawdę wesz, że robisz to bo nie masz po prostu innego wyjścia
Wepchniąto cię na drogę, która jest jednokierunkowa i nie ma z niej odwrotu
I czasem tylko, w momencie słabości,
ten sam nieprzytomny strach toczy ci pod powieką jedną jedyną łzę
o smaku żalu
kolorze złości
bolesnym dźwięku
że nic nie jest jak przed chwilą
Łza oszustka
wcale nie jest samotnym wentylkiem, który przyniesie ci ulgę w cierpieniu
Ma całe morze
Ocean
Wodospad
słonych sióstr
I już nie umiesz ich powstrzymać przed rozlaniem z głośnym zawodzeniem...
Zalaniem twojego złamanego świata
Zatopieniem tratwy na której dryfujesz
a która jeszcze przed chwilą wydawała ci się niezatapialnym statkiem
Od jutra znów wsiadasz na tą karuzelę
Chcąc nie chcąc
Musisz...
Po prostu nie masz wyjścia
Nie ma żadnego znaczenia że tak na prawdę jesteś kłębkiem strachu
a twój spokój to jedynie przywdziana maska
by życie wciąż przypominało stary dobry porządek
życie zgubione gdzieś wczoraj...
piątek, 1 maja 2015
113. Milczenie owcy
Powinnam chyba kontynuować milczenie jeśli nie chcę za bardzo jęczeć na blogu...
Od kilku dni tracę coraz bardziej ruchomość ręki. Najgorzej, że dzieje się to mimo iż solidnie pilnuję się z ćwiczeniami.
Nasila się też bolesność i zwiazana z tym beznadzieja odczuwana przez umysł.
Bardzo słabo śpię, budzę się w średniej kondycji. Bardziej umęczona bólem niż wypoczęta. W ciągu dnia troszkę się naprawiam, ale od popołudnia znów wpadam w jakąś cholerną tendencję spadkową. I tak koło się zamyka...
Aby odmienić swój nastrój wymyśliłam sobie na jutro odwiedziny u cioci.
Niestety jakieś 60 km od mojego miejsca zamieszkania i już obawiam się o swoją kondycję po tak szalonej wycieczce...
Jedna z ostatnich moich wycieczek w te strony skończyła się próbą przedwczesnego porodu :-/
Od kilku dni tracę coraz bardziej ruchomość ręki. Najgorzej, że dzieje się to mimo iż solidnie pilnuję się z ćwiczeniami.
Nasila się też bolesność i zwiazana z tym beznadzieja odczuwana przez umysł.
Bardzo słabo śpię, budzę się w średniej kondycji. Bardziej umęczona bólem niż wypoczęta. W ciągu dnia troszkę się naprawiam, ale od popołudnia znów wpadam w jakąś cholerną tendencję spadkową. I tak koło się zamyka...
Aby odmienić swój nastrój wymyśliłam sobie na jutro odwiedziny u cioci.
Niestety jakieś 60 km od mojego miejsca zamieszkania i już obawiam się o swoją kondycję po tak szalonej wycieczce...
Jedna z ostatnich moich wycieczek w te strony skończyła się próbą przedwczesnego porodu :-/
Subskrybuj:
Posty (Atom)