miałam, aby w sobotę podzielić się z Wami radosną dla mnie nowiną, że wynik TK zmęczonej bólami i kołowaniami głowy, nie wykazał niczego onkologicznie niepokojącego... ale weekend majowy mnie po prostu wciągnął!!!
i to na każdym możliwym polu
towarzyskim
rekreacyjnym
wiosenno-porządkowym
ale przede wszystkim - matczynym
usłyszeć wyznanie...
"Mamuniu, lubię cię bardzo!!!"
jest po prostu bezcenne
Najbliższe dni zapowiadają się równie intensywnie 😁
Czuję jak wsysa mnie...
wir
życia...
A Wam jak minęło??
wtorek, 3 maja 2016
piątek, 15 kwietnia 2016
242. Pamięć dziecka
W uzupełnieniu poprzedniego wpisu przytoczę zaskakujacą konwersację z moją Córcią...
Brzmi ona tak:
- wstawaj Córeczko, musimy szybko się zbierać, bo jedziesz do babci
- a ty mamo nie jedziesz? - wielkie, niebieskie oczy patrzą na mnie nieco zdziwione...
- nie, ja jade do pani doktor
- żeby dała ci drugiego cycusia i znów, huraaaa huraaaaa!!, będę pić mleczko z cycusia????
Toniemy w swoich objęciach, śmieję się do rozpuku, ale w sercu gmera mnie żal, że rak przerwał nam tą cudowną przygodę.
I wciąż zadziwia mnie, że 2,5 letnia dziewczynka może pamiętać chwile sprzed 1,5 roku... to chyba niemożliwe...???
Kobiety... nie odmawiajcie sobie i dziecku tej pięknej relacji. To coś prawdziwie wyjątkowego!
***
Zaskoczył mnie wczoraj sms, że czeka na mnie już wynik rezonansu. Oczywiście pognałam tuż po pracy, jakże by inaczej!
Komórki lewego cyca posłusznie się sprawują. Żadnych oznak dezercji i ucieczki spod siekiery apoptozy ;-)
Tylko ten węzeł wciąż mnie martwi. Martwi, że Pani doktor zleca baczne obserwowanie.
Chyba muszę znów zakręcić się za jakąś docinką... tym razem skuteczną!
Bryan Adams - (Everything I Do) I Do It For You
Brzmi ona tak:
- wstawaj Córeczko, musimy szybko się zbierać, bo jedziesz do babci
- a ty mamo nie jedziesz? - wielkie, niebieskie oczy patrzą na mnie nieco zdziwione...
- nie, ja jade do pani doktor
- żeby dała ci drugiego cycusia i znów, huraaaa huraaaaa!!, będę pić mleczko z cycusia????
Toniemy w swoich objęciach, śmieję się do rozpuku, ale w sercu gmera mnie żal, że rak przerwał nam tą cudowną przygodę.
I wciąż zadziwia mnie, że 2,5 letnia dziewczynka może pamiętać chwile sprzed 1,5 roku... to chyba niemożliwe...???
Kobiety... nie odmawiajcie sobie i dziecku tej pięknej relacji. To coś prawdziwie wyjątkowego!
***
Zaskoczył mnie wczoraj sms, że czeka na mnie już wynik rezonansu. Oczywiście pognałam tuż po pracy, jakże by inaczej!
Komórki lewego cyca posłusznie się sprawują. Żadnych oznak dezercji i ucieczki spod siekiery apoptozy ;-)
Tylko ten węzeł wciąż mnie martwi. Martwi, że Pani doktor zleca baczne obserwowanie.
Chyba muszę znów zakręcić się za jakąś docinką... tym razem skuteczną!
Bryan Adams - (Everything I Do) I Do It For You
środa, 13 kwietnia 2016
241. Ta przerażająca (?) mastektomia
Rok temu...
stała się wola moja
Zauważyłam, że wiele amazonek odbiera moment operacji jako dzień wyzwolenia się od raka
z perspektywy pierwszego podjętego działania leczniczego tak rzeczywiście jest
ja nie mam takich odczuć
rezonans, po przyjętej neoadjuwantowej chemii tuż przed operacją pokazał, że mój rak został doszczętnie wybity
operacja była dla mnie jedynie kropką nad i
okazało się, że życie bez piersi nie jest tak straszne jak mi się to jawiło tuż po diagnozie
zaakceptowałam siebie w pełni
od dnia operacji nigdy nie poczułam się gorsza czy mniej kobieca z tego powodu
choć możliwe, że czas zniekształcił mi pewne przeżycia pierwszych chwil po...
nie wstydzę się siebie, na basen chadzam bez protezy
nie ukrywam przed mężem, córką...
bliskie mi kobiety widziały mnie bez piersi... i podejrzewam, że dla nich było to znacznie trudniejsze i boleśniejsze niż dla mnie
tym wyznaniem nie zamierzam Wam wmawiać, że jest lepiej niż przed
NIE JEST
ale... wciąż... ja to ja
mimo tego braku... zdumiewająco kompletna
zupełnie normalna...
a kto wie... może jeszcze kiedyś wystąpię w bikini? ;-)
rocznice można świętować na mnóstwo sposobów
ja świętowałam bardzo znamiennie - kontrolnym rezonansem lewego cycucha* ;-)
polecam!
* wynik za tydzień
stała się wola moja
Zauważyłam, że wiele amazonek odbiera moment operacji jako dzień wyzwolenia się od raka
z perspektywy pierwszego podjętego działania leczniczego tak rzeczywiście jest
ja nie mam takich odczuć
rezonans, po przyjętej neoadjuwantowej chemii tuż przed operacją pokazał, że mój rak został doszczętnie wybity
operacja była dla mnie jedynie kropką nad i
okazało się, że życie bez piersi nie jest tak straszne jak mi się to jawiło tuż po diagnozie
zaakceptowałam siebie w pełni
od dnia operacji nigdy nie poczułam się gorsza czy mniej kobieca z tego powodu
choć możliwe, że czas zniekształcił mi pewne przeżycia pierwszych chwil po...
nie wstydzę się siebie, na basen chadzam bez protezy
nie ukrywam przed mężem, córką...
bliskie mi kobiety widziały mnie bez piersi... i podejrzewam, że dla nich było to znacznie trudniejsze i boleśniejsze niż dla mnie
tym wyznaniem nie zamierzam Wam wmawiać, że jest lepiej niż przed
NIE JEST
ale... wciąż... ja to ja
mimo tego braku... zdumiewająco kompletna
zupełnie normalna...
a kto wie... może jeszcze kiedyś wystąpię w bikini? ;-)
rocznice można świętować na mnóstwo sposobów
ja świętowałam bardzo znamiennie - kontrolnym rezonansem lewego cycucha* ;-)
polecam!
* wynik za tydzień
wtorek, 12 kwietnia 2016
240. Nie ruszaj!!!! To moje!!!
taka faza mojej Córy...
a w związku z tym i taka piaskownicowa konwersacja:
- Nie ruszaj... nie patrz, to moje zabawki!
Ledwo chodzący maluch nawet chyba nie rozumie co prawi moja Córka...
Ada zaczyna więc tłumaczyć mamusi nowego "kolegi"... - Pani... trzeba kupić zabawki do piaskownicy...
- Ale my mamy zabawki, tylko zapomnieliśmy ich wziąć ze sobą... - spokojnie tłumaczy "Pani mama"
- To następnym razem nie zapominajcie!
Kurtyna
Czy to źle, że w głębi serca poczułam dumę, że umie bronić swego?
Powinnam ją temperować czy raczej pozwolić aby naumiała się rozpychać łokciami w tym bezwzględnym świecie...??
a w związku z tym i taka piaskownicowa konwersacja:
- Nie ruszaj... nie patrz, to moje zabawki!
Ledwo chodzący maluch nawet chyba nie rozumie co prawi moja Córka...
Ada zaczyna więc tłumaczyć mamusi nowego "kolegi"... - Pani... trzeba kupić zabawki do piaskownicy...
- Ale my mamy zabawki, tylko zapomnieliśmy ich wziąć ze sobą... - spokojnie tłumaczy "Pani mama"
- To następnym razem nie zapominajcie!
Kurtyna
Czy to źle, że w głębi serca poczułam dumę, że umie bronić swego?
Powinnam ją temperować czy raczej pozwolić aby naumiała się rozpychać łokciami w tym bezwzględnym świecie...??
poniedziałek, 11 kwietnia 2016
239. Podszepty
nie dają się uśpić
niestety...
i mimo, że od kilku dni dziwne dolegliwości znacznie zelżały,
lawina kolejnych poszukiwań i badań ruszyła
nie umiem inaczej osiągnąć spokoju
nomen omen tym razem można by rzec, że padło mi na głowę :-/
Czy jest osoba, która nie lubi tej piosenki...???
niestety...
i mimo, że od kilku dni dziwne dolegliwości znacznie zelżały,
lawina kolejnych poszukiwań i badań ruszyła
nie umiem inaczej osiągnąć spokoju
nomen omen tym razem można by rzec, że padło mi na głowę :-/
Czy jest osoba, która nie lubi tej piosenki...???
niedziela, 10 kwietnia 2016
238. Więcej szczęścia niż rozumu
lekcja, mówiąca, że amazonki nie umieją latać
okazała się dość bolesna
koncertowo wyrżnęłam w sobotę z dziecięcej huśtawki
umiem ostrzec wszystkie dzieci po kolei by były uważne na placu zabaw
nie przeszło mi jednak przez myśl, że to ja stanowię dla siebie i innych śmiertelne zagrożenie
(o zgrozo! miałam córkę na kolanach!) ;-)
okazała się dość bolesna
koncertowo wyrżnęłam w sobotę z dziecięcej huśtawki
umiem ostrzec wszystkie dzieci po kolei by były uważne na placu zabaw
nie przeszło mi jednak przez myśl, że to ja stanowię dla siebie i innych śmiertelne zagrożenie
(o zgrozo! miałam córkę na kolanach!) ;-)
piątek, 8 kwietnia 2016
237. Historia cykliczna
znów linieję...nomen omen...naocznie
Zapuszczanie owłosienia czaszkowego też słabo idzie jakoś.
Gdy nosiłam się króciutko, wizyta u fryzjera konieczna była co 3-4 tygodnie.
Może to efekt dłużenia się czasu oczekiwania...??? I to tyle w temacie dłużenia mojego czasu bo cała reszta zapierdziela jak wściekła! Za chwilę mija pół roku od mojego powrotu do pracy!
Pamiętacie jeszcze jak odbiera się czas jako dziecko??? Może wraz ze starzeniem Bóg coraz szybciej kręci karuzelą na której siedzimy...?
Zapuszczanie owłosienia czaszkowego też słabo idzie jakoś.
Gdy nosiłam się króciutko, wizyta u fryzjera konieczna była co 3-4 tygodnie.
Może to efekt dłużenia się czasu oczekiwania...??? I to tyle w temacie dłużenia mojego czasu bo cała reszta zapierdziela jak wściekła! Za chwilę mija pół roku od mojego powrotu do pracy!
Pamiętacie jeszcze jak odbiera się czas jako dziecko??? Może wraz ze starzeniem Bóg coraz szybciej kręci karuzelą na której siedzimy...?
Subskrybuj:
Posty (Atom)