czwartek, 11 czerwca 2015

141. Strachy na lachy



12 naswietlań za mną.
Wychodzi nie inaczej, że jeszcze 8.

Często pytacie mnie jak się czuję...
Na chwilę obecną cieszę się, że prawie wszystko co czytałam na temat działań ubocznych u mnie się nie objawiło.
Jestem może troszkę zmęczona, kilka razy miałam całkiem znośne mdłości z niewielkim bólem głowy, zaczął się niewielki odczyn na skórze.
Właściwie najgorsza jest nasilająca się bolesność ręki, ale liczę, że to da się już po wszystkim wyrehabilitować.

Z powrotu na rehabilitację w trakcie naswietlań nici niestety. Zakaz masowania :-(


środa, 10 czerwca 2015

140. ZUSowska zagadka i śpiewająca poczwarka

Zagadka!
Dlaczego gdy spóźnisz się z płatnością składki do ZUSu na karku masz też odsetki, podczas gdy ZUS spóźnia się z płatnością zasiłku zasady są już inne...?
ZUS ma w dupie, że bank w którym masz stryczek na szyi w postaci kredytu hipotecznego nie przyjmuje tłumaczenia "srry, ZUS się spóźnia!"
Wnerwia mnie to.

Lubiłam "starą" Chylińską.
I "nową" też lubię.
Choć wielu obcesowo krytykowało jej przemianę, oskarżało ją o zdradę rocka... jakoś tego nie czuję, a wręcz czuję odwrotnie.


wtorek, 9 czerwca 2015

139. Taka kampania

Fajnie jest mieć piersi. 
Zawsze.


No właśnie... 
Fajnie było, ale się skończyło... 

Zachorowałam na swetr jak płaszcz. Ten, który miałam skończył się. Dokładniej mówiąc skłaczył kilkukrotnie. Za każdym razem ratowało go golenie. Aż pewnego dnia kolejny raz usłyszałam: "Ida... nie noś już tego swetra, jest okropny..."
Tak na prawdę po ciąży i krotkim romansie ze sterydami mam do wymiany całą garderobę.
Szkoda, że długaśny pobyt na 80% kasie zrujnował mnie skutecznie i możliwości brak...
Jak ja lubię zakupy...
A Wy?
Co ostatnio kupiliście tylko dla siebie!?

niedziela, 7 czerwca 2015

138. Cieszmy się z małych rzeczy, bo wzór na szczęście w nich zapisany jest

Znów mnie wessało...

ŻYCIE!

intensywne
słoneczne
towarzyskie
czasem nawet beztroskie
czasem z natrętną myślą, której nie chcę nawet powtarzać

tak bardzo
CHCĘ
Bóg jeden wie, że przyjmę wszystko
(już się tak z Nim ugadałam, co przyniosło mi pewien spokój)
ale...
tak bardzo chcę
jeszcze
więcej
bardziej
dłużej

Boże... jeśli i Ty mnie czytasz...
proszę...


Łatwiej pokazać niż opisać moje długołikendowe małe rzeczy, które niezmiernie mnie cieszyły...











Żadne z nas już nie pamięta,
Jak beztrosko biegły dni,
Wiele nam nie było trzeba,
Ja i Ty i długo nic.
Nie zadawaliśmy pytań, 
Nie prowadziliśmy gier,
Dziś kalkulujemy wszystko, 
Nie ma w tym szaleństwa, wiem. 
Co z tym możemy zrobić?

Budujemy nasz dom na piasku,
Cena nie gra roli dziś,
Kupiliśmy prawie wszystko, 
Ale wciąż nie mamy nic. 
Chcę pozbierać znowu myśli,
Słyszeć bicie naszych serc,
Widzieć ile szczęścia w sobie,
Kryje każda mała rzecz
Cie-szmy się z małych rze-czy, bo
wzór na szczę-ście w nich zapisa-ny jeest!

Między nami znów zaiskrzy,
Odnajdziemy blask i wdzięk,
Zakończymy smutny shopping
Sztucznych, galerianych szczęść.
I będzie jak dawniej,
Przestańmy się spieszyć, 
Zacznijmy od nowa,
Od tych małych rzeczy.

Budujemy nasz dom na piasku
cena nie gra roli dziś,
kupiliśmy prawie wszystko, 
ale wciąż nie mamy nic. 
Chce pozbierać znowu myśli,
słyszeć bicie naszych serc,
widzieć ile szczęścia w sobie,
kryje każda mała rzecz
Ciesz-my się z małych rze-czy, bo 
wzór na szczę-ście w nich zapisa-ny jeest!

I będzie jak dawniej, 
przestańmy się spieszyć, 
zacznijmy od nowa, od tych małych rzeczy. 138

środa, 3 czerwca 2015

137. Miła niespodzianka



Pani orzecznik okazała się przemiłą doktorką. Powątpiewając w zaplanowany przeze mnie trzymiesięczny powrót do sprawności orzekła mi pół roku świadczenia rehabilitacyjnego z wyjazdem do sanatorium :-D

wtorek, 2 czerwca 2015

136. Spowiedź

ale nie święta lecz zusowska...
Idę się jutro tłumaczyć dlaczego tak długo trwa moje leczenie, dlaczego nie gram bohaterki, która zdoła połączyć pracę na etacie, prowadzenie domu, wychowanie dziecka z takim drobnym katarkiem jakim jest rak i leczenie onkologiczne.
Pewnie gdybym nie miała wyjścia musiałabym dać radę.
Ale póki co nie musiałam i chętnie korzystałam z możliwości prowadzenia mojej prywatnej walki głównie w zaciszu własnych pieleszy.
Mam nadzieję, że jutro wyrażą laskawą zgodę abym mogła dokończyć swoje chorowanie w świętym spokoju, bez konieczności gonitwy pomiedzy szpitalami, a pracą.
A jak już wyzdrowieję... mogę tyrać aż do śmierci.
Byle nie przedwczesnej ;-)


Fajnie jest mieć znów włosy. Nawet jeśli przypominają co najwyżej niemowlęcy meszek...


poniedziałek, 1 czerwca 2015

135. Za krótka ma doba ostatnio

Przepraszam moich miłych Czytaczy za milczenie...
... oddawałam się rozpuście życia towarzysko-rodzinnego ;-)
... trwoniłam grosze na absolutnietegopotrzebuję wynalazki ikejowe i nie tylko...
... i wreszcie!!!! rozpoczęłam sezon rowerowy, choć jakby to powiedzieć... dupy nie urywam :-/
sił w nogach żałośnie mało
a ręka uparcie doskwiera szczególnie biorąc pod uwagę fakt przerwania rehabilitacji na czas naświetlań :-/